piątek, 29 grudnia 2006

Chwila wytchnienia

Kilka dodatkowych ujeć z Okinawy. Jest jeszcze troche klipów wideo i fotki Kaczora. Temat będę kontunuował w przyszłym roku.
Jutro z samego rana lecimy z moją piękną, osobistą, japońską towarzyszką życia do Kuala Lumpur. Hostel już zarezerwowany, planów szczegółowych nie ma. 5 dni w raju? Prognozy monsunowe :)

Zdjęcia i komentarze na gorąco mam nadzieję umieszczać na picasaweb, gdzie leżą też sobie moje poprzednie wyjazdy zagraniczne. Zapraszam!


















czwartek, 28 grudnia 2006

Okinawa razy trzy

Ostatni dzień na wyspie, zostaliśmy na południu. Zeszłej nocy śpiewaliśmy razem z ekipą pobliskiej knajpy do 3:00 nad ranem. Były tańce. Pobudka jednak ciężka.
Na Okinawie słyszę dookoła nadprzeciętnie dobrą muzykę (w porównaniu z Tokyo). Sklepy, radio w samochodzie. Takie wszystko trochę bardziej ambitne. Dziś W 6 godzin zjeździliśmy okolicę Nahy. Nasze zwiedzanie jest raczej chaotyczne. Kaczor trenuje łapanie ludzi i namawianie ich do pozowania, ja biegam i pstrykam co popadnie. Bawiłem się lensbaby pożyczonym od Kuby. Jakoś jednak brak mi chyba pasji, bo szybko się zdenerwowałem i wróciłem do mojego obiektywu.
Świetnym przerywnikiem w sielance była wizyta w jaskini Gyokusendo. Groteskowy, świąteczny wystrój wnętrz to kwintesencja tutejszego smaku :)

















Wieczorem powrót do Japonii. Okinawa to genialne miejsce, nie bez przyczyny Japończycy twierdzą, że to nie jest ich kraj.
Polecam zmęczonym tokijską rutyną.

Drugi dzień na wyspie

Przejechaliśmy 60-cio kilometrową autostradą pół wyspy. Resztę lokalnymi drogami. Północne rejony to raj dla pustelników, starych dziadków i fotografów. Bezludne plaże, malutkie wysepki. Wszelkiego rodzaju obiekty turystyczne omijamy z daleka. Wieczorem zrobiliśmy turnee po barach Naha. Ludzie tu są naprawdę przyjaźni. Szczególnie po wyjaśnieniu, że nie jesteśmy Amerykanami.
Śmieszna sprawa z językiem tutaj. Dotychczas wszyscy, którzy mówili mi coś o Okinawie podkreślali, że język Okinawski znacznie różni się od Japońskiego. Nie jestem znawcą ale wypytywaliśmy o to z Kaczorem napotkanych w barach ludzi. Niestety nawet najstarszy z napotkanych ok. 50-letni kucharz w jednej z knajpek, potrafił po okinawsku powiedzieć dzień dobry, a jakieś dwie inne kobitki wymieniły jeszcze może ze trzy inne słowa, których japończycy mogą nie znać (w stylu zaimków osobowych).
Ogólnie więc jedna wielka ściema, język Okinawski to tak jak nasz dialekt śliedzikowy czy ślunski.