poniedziałek, 27 listopada 2006

Wczasy

Ile ja się nasłuchałem o onsenach. Jakie to one fajne i jakie odprężające, jakie japońskie. Wolę Polańczyk nad Soliną.
Onsen to ośrodek wypoczynkowy wybudowany na lub w pobliżu gorącego źródła. Pozwala cieszyć się gorącą kąpielą, czasem na świeżym powietrzu, nawet zimą.
Znaleźliśmy taki koedukacyjny, do którego wpuszczają cudzoziemców.
Pierwsze wrażenie, rzeczywiście wszystko jest japońskie. Dla fanów tutejszej architektury wnętrz, jedzenia i towarzystwa to raj. Ja fanem jestem umiarkowanym więc i tu potrafiłem znaleźć zady i walety. Po powitaniu gości herbatką zieloną i zakwaterowaniu w apartamentach. Dostaliśmy piżamki i 20 minut na obowiązkową kąpiel w łaźni. Następnie stawiliśmy się na obowiązkowej kolacji. Nasza osobista służąca, która widać było, żę wiele już w życiu widziała, podała niezwykle zróżnicowaną, ale obrzydliwą strawę oraz wyjątkowo mało zróżnicowane, osobiście najlepsze, piwo. Podczas godzinnej "uczty" jedliśmy różne dziwne rzeczy (od ryb z oczami po zupę z niedźwiedzia). Generalnie nic nie miało smaku. Dobrze, że było piwo. Pani w międzyczasie pouczała nasze japońskie osoby towarzyszące jak to trzeba pokazywać miłość mężczyźnie: całą i szybko!. :)
Po kolacji przyszedł czas na onsen właściwy. Okazało się jednak, że wspomniane źródła oddalone są o spory kawałek pod górę. 8 stopni ciepła, drewniane laczki strasznie obcierają podczas truchtu. Do tego Panie zostały wyposażone w ręczniki mające na celu zakryć to co powinno być zakryte. Panowie nie. Na kolacji pojadłem tyle, że po dynamicznym 10 minutowym spacerze znów czułem się głodny. Po dotarciu do celu (i obtarciu przestrzeni przypaluchowej) mogliśmy wreszcie zanurzyć swoje nagie ciała w 40 stopniowym, lekko podśmiardującym zgniłymi jajami basenie. Dzięki Bogu wziąłem kilka puszek wspomnianego niedawno "trochę luxusowego piwka". Jego spożywanie w wodzie jest oczywiście surowo zabronione (czego nie rozumiem), tak samo jak siusianie (też). Oczywiście ani jednego ani drugiego nikt nie przestrzega. Czujemy się więc jak w domu ;)
2 godziny w koedukacyjnej wodzie w zupełności wystarczy żeby poczuć się odprężonym. Powrót jest makabryczny. Poranek też. Śniadanie najpóźniej 8:30. Oczywiście jedzenie takie same jak na kolacji, bezsmakowe, bardzo zdrowe. Pani służąca nie wiedzieć czemu cały czas puszcza do mnie oko.
Dalej kawka i wymeldowanie do 10:00.
Cóż, inaczej to sobie wyobrażałem. Jakiś taki "mechaniczny" ten wypoczynek. Nawet go nie zauważyłem. Mam nadzieję, że to był jakiś kiepski ośrodek.
Onsen wyglądał tak w dzień:



A tak w nocy:


Po drodze zaliczyliśmy jeszcze tutejszą niagarę i duży parking przy autostradzie.










Autostradzie, właśnie. Bo jeździliśmy SAMOCHODEM!!! :D
Śmiejcie się lub nie, ale to jest to czego brakuje mi tu najbardziej. Przyjemności z prowadzenia.
Za stosunkowo małe pieniądze można wypożyczyć fajny samochodzik (priusa) i przejechać się tu i tam. Wystarczy międzynarodowe prawko i brak lęku przed jazdą lewą stroną. Samochód o dziwo nie kopał prądem i sprawił mi tyle przyjemności, że zaliczam ostatni weekend do bardzo udanych.







12 komentarzy:

Marta pisze...

Piekne zdjecia!!!
;) Marta

Anonimowy pisze...

Ja mam zupelnie inne doswiadczenie z onsenow - najbardziej cieszylismy sie zawsze na fantastyczne jedzenie,zostawalismy na dwie noce wiec mielismy w cenie dwa sniadania i dwie kolacje - jedzenia duzo i b.dobre, ani razu sie nie powtarzaly te same dania. Za minus uwazam, podobnie jak Ty, wczesne sniadania i wczesny odjazd.
Zdradzisz gdzie byliscie? Na zdjeciach onsen wyglada sympatycznie.

WiT pisze...

A, sorry. Takaragawa. Ze 200 km na północny wschód od Tokyo.

Michal pisze...

Od razu przypomina mi się Kraina Śniegu Kawabaty..Niesamowicie piękne są te ich naturalne, nie-prze-technologizowane miejsca. Pozdrawiam

Daikon_or_Kimchi pisze...

Ja tez mam inne doswiadczenia z onsenami... szczegolnie, ze w jednym z nich pracowalem:)

K.Kot pisze...

dzięki za kolejne japońskie chwile zatrzymane w obiektywie...

reii pisze...

Piękne zdjęcia. Tak jak to ująłeś WiT - bardzo japońsko to wygląda. Super!

kojn pisze...

>pokazywać miłość mężczyźnie: całą i szybko!. :)

możesz rozwinąć ?

e_katka pisze...

O ile mi wiadomo Polakom w Japonii, do prowadzenia samochodu, nie wystarcza miedzynarodowe prawo jazdy. Trzeba miec japonskie (dowiadywalam sie w Ambasadzie). Na szczescie jednak i tak malo ktory policjant o tym wie;)

Anonimowy pisze...

WiT, jeśli chcesz zobaczyć niezłe foto wejdz na :
http://www.muzeumolbrzymuf.fotolog.pl/
narazie jest nieduzo,a le szczerze polecam, jest jeszcze :
http://fiminii.digart.pl/digarty/
a to moja ulubiona fotka :
http://www.digart.pl/praca/431238/mojawoli.html
miłego oglądania ;)
Stałą CZytelnica

ela pisze...

zdjecia fantastyczne no i mozna powiedziec ze musi byc extra a tu takie nie wielkie zadowolenie, ale ja bym pewnie tez nie wziela tego za wypoczynek, pozdrowienia ela

markus07 pisze...

o ile mi wiadomo na podstawie informacji z Urzędu Miasta Yokohama zgodnie z konwencją Genewską, którą Polska podpisała, międzynarodowe prawo jazdy wydawane jako dodatkowy dokument uprawnia do poruszania się samochodami osobowymi na terenie Japonii bez dodatkowych dokumentów. Jeśli nie masz międzynarodowego prawa jazdy - musisz przetłumaczyć zwykłe prawo jazdy na język japoński. Różnica tylko taka, że w Japonii są oddzielne prawa jazdy na samochód z manualna i z automatyczną skrzynią biegów oraz to, że można prowadzić auto z 10 osobami na pokładzie, łącznie z kierowcą.