środa, 1 listopada 2006

Blue Screen w Matrixie

No i pierwszy raz się zdarzyło. Byliśmy w restauracji 100% japońskiej. Z bardzo obszernego Menu zamówiliśmy kilka potraw. Miły kelner swoim magicznym kalkulatorem do zamówień zarezerwował jedzenie w kuchni. Po 2 minutach podał nam pierwszą potrawę oraz napoje. Jednak w ciągu 20 minut nic więcej nie dostaliśmy. Ale z grzeczności dalej czekaliśmy racząc się piwem. Jednak nie można czekać w nieskończoność - uprzejmie zapytany kelner co się dzieje z zamówieniem zdziwił się. Za chwilę było 5 osób z obsługi koło naszego stolika, wszyscy się dziwnie nam przyglądali i pytali co się stało, a po chwili zabrali nam Menu. Razem poszli na zaplecze, skąd było słychać jakieś ostre uwagi skierowane do kelnera. Po chwili pojawił się z nowym Menu, przepraszając nas. Okazało się, że Menu z którego zamawialiśmy było stare i nie aktualne. A w nowym nie było takich potraw. Co ciekawe, udało się kelnerowi złożyć takie zamówienie i wystawić paragon :) Niestety nowe Menu nie było tak atrakcyjne jak stare, więc tylko 2 potrawy zamówiliśmy i dostaliśmy je dosłownie po 3 minutach. Przy wyjściu skorygowano nam rachunek usuwając nie otrzymane jedzenie i tutaj miłe zaskoczenie - dostaliśmy rabat 50% na całą sumę zamówienia. Miło...

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

U nas musielibyście dopłacić za robienie sobie jaj z pracowników restauracji :D

serek pisze...

Aby uprzedzić kolejne wpisy malkontentów, jakoby tu "u nas w Polsce" coś takiego by nie było do pomyślenia, to napiszę, że w pewnej zwykłej włoskiej restauracyjce przy ul. Kruczej w Warszawie gdzie z powodu pomyłki kucharza, czas oczekiwania na zamówioną pizze był dwókrotnie dłuższy niż standardowo i do tego zapomniał dorzucić specjalnie zamówionych oliwek, kelnerka przepraszała nas prawie w iście japońskim stylu przy każdej nadarzającej się chwili kiedy nas mijała. Do tego zaproponowała gratisowe tiramisu. :)

kuba pisze...

ale wit lubi ostatnio takie numery w restauracjach ;-)

WiT pisze...

mnie tam nie było...

joszko pisze...

Witam, Polska powoli dochodzi do takich standardów...

podryw pisze...

Cóż co kraj to obyczaj :) Tylko się cieszyć, że gdzie indziej żyje się lepiej :)