niedziela, 25 czerwca 2006

Zieloni

Świat się zmienia. Zwłaszcza ten, którego nie widzę na co dzień. Ten, do którego czasem tęsknie, czasem dzwonię.
Ludzie żyją własnym życiem, tak jak ja. Miniaturką klimatu był koniec liceum, dawno temu. Ale to nic. Gdzieś w połowie studiów pierwszy raz do mnie dotarło, że czas przemija, chwila nie trwa wiecznie, tylko właśnie chwilę.
Gdy byłem świadkiem pierwszych emigracji moich znajomych, odległość nadrabiało się jeszcze telefonem, planami spotkania po powrocie, może zdjęciami z imprez.
Teraz już wszystkie dawne formacje chmielowe, w których uczestniczyłem zostały rozbite. Przyjaciele od kufla są wspomnieniem, znajomi z pracy też. Rodziny powstają w miejsce jednostek.
Wspomnienia mimo swojego długiego terminu przydatności też wietrzeją. Można próbować zamknąć je w słoiku, wstawić do piwnicy i odwiedzać czasem z latarką. Pikle nigdy nie są jednak takie same jak warzywa wyjęte prosto z ziemi. Pozostają więc najgłębsze okruchy pamięci, skojarzenia, które jakimś cudem przebijają się szczęśliwie niekiedy przez grubą warstwę spraw bieżących.
Ech, melancholia czasem przeszchodzi mi z głowy przez palce. Sorry.

ps. Najlepsze życzenia na nowej drodze życia dla Karoliny Anny i Nataniela Andrzeja!!! ;)

A poza tym szczęściem, moje też. Porcja fotek z dziś, Sakuragicho:












12 komentarzy:

Arek pisze...

czas zmienia swiat... wszystko dookola... przypominaja mi sie podroze, podczas ktorych poznalem wielu ciekawych ludzi... po powrocie zostaly tylko wspomnienia... ale z niektorymi kontakt mam do dzis... wlasciwie to do niedawna nie zdawalem sobie sprawy jak cenny jest czas... sesja sie konczy, a ja juz 1 dzien po ostatnim egzaminie wyjezdzam na cale wakacje... na Wielka wyspe... niestety nie jako turysta... i minie kolejny rok... cos sie zakonczy... cos nowego sie zacznie... itd... itd...

ps. piekne fotki... coraz bardziej chcialbym odwiedzic to miejsce...

adamo pisze...

Święte słowa! Ale dobrze, że mamy chociaż wspomnienia! Trzeba również wierzyć, że kiedyś uda nam się reaktywować naszą formację chmielową!

Anonimowy pisze...

Witam,

Zona, jako bardzo zaawansowana blogerka, od miesiecy gnebila mnie, bym sia jakos blogami zajal. Zebym przynajmniej chociaz jakis ciekawy blog czlowieka opisujacego swoje zycie za granica znalazl jesli sam nie chce pisac. I wymienial z nia komentarze/wrazenia z wpisow (sama juz od ponad roku oblogowuje swoje zycie Japonki w Finlandii). I nie mogla uwierzyc mi, ze nie ma blogerow Polakow zyjacych w Japoni. No tak, nie chcialo mi sie dobrze poszukac...

Ciesze, sie, ze Panski blog znalazlem! Musialem az jechac do Polski i wyniesc z pewnego biura sterte Polityk z ostatnich kilku tygodni - w jednej z nich Panski blog opisano. Co prawda jeszcze nie mialem okazji z zawartoscia dobrze sie zapoznac, ale wyglada interesujaco! Pozdrawiam,

mariunio

mcv pisze...

O, pod http://yokohama.nightview.info/ jest więcej zdjęć nocnych Yokohamy.
Podoba mi się tamto miejsce jakoś ;-)

Anonimowy pisze...

A jeszcze 30 lat temu byly w Sakuragicho tylko drewniane szopy, obskurne magazyny a w jednej spelunce najlepsza w Japonii golonka co prawda nie polska a niemiecka. I prawdziwy chrzan.

Markus07 pisze...

Mi się zbardzo podobała Yokohama i nawet fotografowałem to samo co Wit ale za dnia. W nocy to totalna różnica - hmm coraz bardziej chcę tam wrócić :) A te hotele z wielkim kołem - rewelka :)

pinklerose pisze...

Nic tylko pozazdroscic pobytu w tak pięknym kraju. Przecudowne widoki.

imax pisze...

Wiem co masz na myśli, ale takie jest właśnie życie. Ja dziś też wyjeżdzam, za ok 7h wylatuje do Irlandii, i być może bedę prowadził bloga podobnego do Twojego opisem tamtejszego życia i moich spostrzeżeń :)
Wszystkim życzę słonecznych i udanych wakacji

WiT pisze...

Powodzenia imax!
Podeślij linka jak już coś zaczniesz pisać.

Anonimowy pisze...

Doskonale rozumiem twoją tęsknote za dawnymi czasami. Ostatni w kraju robi się smutno. 3/4 moich znajomych życie zmusiło do emigracji i przychodzą takie dni, że nie ma z kim pogadać. Ja na szczęście mam dobrą sytuację finansową i mogłem zostać. Mam jednak ostatnio coraz większe wątpliwości czy to jest szczęście. Dobrze, że powstały tanie linie lotnicze. Dzieki nim można spotkać się ze znajomymi tylko czemu to musi być na "zielonej wyspie".
Pozdrawiam z Częstochowy i wielkie dzięki za tego bloga:)

Anonimowy pisze...

A co to za żaglowiec widoczny na zdjęciach? Japoński Nippon Maru czy coś innego?

n€x¤R pisze...

nie mielem okazji podziekowac za zyczenia. dzieki za twoje melanholie - ja tez czesto wspominam wita i bilard i wogole wogole...
mam nadzieje, ze bedziemy mieli czas we wrzesniu jak wrocisz, zeby chociaz kilka razy spedzic przy qlkach i piwq [kije sa u mnie].

zostawiaj slady. bacznie przygladam sie jak przebiegaja (:
DZIEKI! *
[nataniel andrzej (; heheh]