środa, 28 czerwca 2006

Niedługo...

Ostatnio mam dużo pracy, ciekawej bardzo. Do tego coraz częściej moją głowę zaprzątają myśli związane z wyjazdem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to za miesiąc zacznę poznawanie "prawdziwej Azji". Jeżeli w tej "prawdziwej Azji" bezprzewodowy internet jest równie rzadko zabezpieczany co w Japonii, wy też będziecie mieli okazję to zobaczyć...

A poza tym, nowy obiektyw i kilka próbnych zdjęć nim wykonanych:





To w Simpsonach była taka postać? ;)

wtorek, 27 czerwca 2006

Alleykatz

W weekend byłem świadkiem akrobacji, żonglerki, połykania ognia...
Japończycy przerażeni!



Link do Amerykańskiego Paula.

poniedziałek, 26 czerwca 2006

Zbuduj misiaaaa aa,

białego misiaaaa aaa...

Znów galeria, handlowa.
Tym razem moją uwagę przykuły dwa sklepy. Pierwszy, Banana Republic, modny brand w Japonii, średnia klasa cenowa. Piękny wystrój, genialna muzyka wewnątrz i to by było na tyle, gdyby nie pewna oryginalność: ubrania na wieszakach wiszą jakby pozostawiane w pośpiechu, na chwilę przed gorącym seksem. Pogniecione, powywracane na lewą stronę, pachnące damskimi perfumami - nie wiem czy mnie zachęcają do kupna, na pewno dają do myślenia.





Drugi sklep, to pracownia misiów pluszowych. Pełny custom! Wybierasz model, płeć czy gatunek. Następnie pani wypycha twojego misia watą z maszyny i przechodzisz do garderoby. Tu wybierasz jeden (albo wiele) z setek strojów, bucików, czapeczek czy innych rekwizytów. Przy kasie, inna pani za odpowiednią opłatą dodaje do misia duszę i od tak oto pełen uśmiechu wychodzisz ze sklepu.
Podobno jedna wizyta w miesiącu poprawia humor o 30% :) Ciekawe kto to zmierzył...








niedziela, 25 czerwca 2006

Zieloni

Świat się zmienia. Zwłaszcza ten, którego nie widzę na co dzień. Ten, do którego czasem tęsknie, czasem dzwonię.
Ludzie żyją własnym życiem, tak jak ja. Miniaturką klimatu był koniec liceum, dawno temu. Ale to nic. Gdzieś w połowie studiów pierwszy raz do mnie dotarło, że czas przemija, chwila nie trwa wiecznie, tylko właśnie chwilę.
Gdy byłem świadkiem pierwszych emigracji moich znajomych, odległość nadrabiało się jeszcze telefonem, planami spotkania po powrocie, może zdjęciami z imprez.
Teraz już wszystkie dawne formacje chmielowe, w których uczestniczyłem zostały rozbite. Przyjaciele od kufla są wspomnieniem, znajomi z pracy też. Rodziny powstają w miejsce jednostek.
Wspomnienia mimo swojego długiego terminu przydatności też wietrzeją. Można próbować zamknąć je w słoiku, wstawić do piwnicy i odwiedzać czasem z latarką. Pikle nigdy nie są jednak takie same jak warzywa wyjęte prosto z ziemi. Pozostają więc najgłębsze okruchy pamięci, skojarzenia, które jakimś cudem przebijają się szczęśliwie niekiedy przez grubą warstwę spraw bieżących.
Ech, melancholia czasem przeszchodzi mi z głowy przez palce. Sorry.

ps. Najlepsze życzenia na nowej drodze życia dla Karoliny Anny i Nataniela Andrzeja!!! ;)

A poza tym szczęściem, moje też. Porcja fotek z dziś, Sakuragicho:












piątek, 23 czerwca 2006

Przerwa na reklamę


No właśnie. Kto tak ładnie się reklamuje?

czwartek, 22 czerwca 2006

Emergency

Sytuacja podpatrzona dziś:

25 stopni, wilgotność ponad 80%. Na pewnym skrzyżowaniu z baaardzo długim czasem oczekiwania na zielone (Kojn nawet mówił kiedyś, że można na tym skrzyżowaniu założyć rodzinę, czekając) pewnej starszej pani zbobiło się słabo. Ostatkiem sił powiedziała o tym panom policjantom (mającym posterunek na pół etatu na tym właśnie skrzyżowaniu) i usiadła grzecznie przy słupku.
Nie minęły dwie minuty przyjechał wielki wóz strażacki, z drabinami, na sygnale. Wygramiliło się z niego chyba z ośmiu ludzi, w kaskach. Czterech z nich podbiegło do pani, i przez kolejną minutę podtrzymywali ją na duchu mówiąc ciepłe słowa, częstując wodą mineralną Suntory, reszta strażaków złapała za miecze świetlne i zabrała się za kierowanie ruchem samochodowo-pieszym.
Po owej minucie zjawił się równie wielki ambulans, wybiegło z niego czterech storm-trooperów, w maskach i goglach, z noszami. Po wymianie dwóch zdań z babcią, wsadzili ją na nosze i zanieśli do samochodu.
W tym momencie zapaliło się zielone, piesi ruszyli...

Niestety ostatnio rzadko noszę ze sobą aparat w tygodniu :(

poniedziałek, 19 czerwca 2006

Biznes lancz

Czym się różni business lunch od zwykłego lunchu?

1. Na zwykłym nie musisz myśleć o pracy
2. Biznes jest za darmo

niedziela, 18 czerwca 2006

DaVinci kodo

Kino japońskie niczym nie różni się od polskiego. Może poza drobnym szczegółem, po filmie światła są zapalane dopiero pod koniec napisów a nie zaraz na początku.
Poza tym bez niespodzianek. Perfekcyjnie dopracowany system rezerwacji przez internet, wygodne fotele, 30 minut reklam, miła obsługa. Norma.
Po projekcji wybraliśmy się do muzeum poświęconego filmowi, pod koniec którego można było zakupić gadżety. Wszystko, od książek zgłębiających temat przez hologramowe pocztówki pokazujące na przemian normalną i taką pokazującą "fuck'a" Monalisę, do ciasteczek z logo "DaVinci cookie".








Japońska dosłowność w translacji zabija: "It will just take one minit"...


Następnie, w związku z nałogowo padającym deszczem wykonaliśmy obchód po sklepach i kawiarniach "Roppongi Hills". Moją uwagę przykuł sklep z telewizorkami HannSpree. Genialny pomysł. Podobno jak kupujesz jeden (ok. 50,000Y) dostajesz kilka skórek do wykorzystania w różnych okolicznościach. Dzieciaki szaleją :)




A niedzielny wieczór spędziłem lokalnie, w podmiejskiej, ale jakże przez to spokojnieszej Machida, spacerując.



Swoją drogą to ostrzeżenie przed zarzucaniem spiningu pod drutami wysokiego napięcia daje do myślenia :)