wtorek, 23 maja 2006

No shit...!?

Dziś wybrałem się ze znajomym z biura na obiad do knajpy indyjskiej. Właściwie to szefową była stara Japonka, zatrudniała tylko hinduskiego/pakistańskiego (właściwe skreślić) kucharza. Wychudzony, ubrany w fartuch, ze smutnym ale optymistycznym uśmiechem. Zadziwiła mnie pasja z jaką przygotowywał dania, wpatrzony w gary i patelnie. W tle, za nim ogromne słoiki malutkimi ilościami dziwnych przypraw na dnie. Ogólnie klimacik co najmniej ciekawy.
Do tego jedzenie przepyszne. Powiedziałem mu na koniec, że to jedno z najlepszych curry jakie w życiu jadłem. "No shit...!?" - odpowiedział szczerze zdziwiony.

Poza tym widziałem ostatnio batmobil i pojazd człowieka klauna zaparkowane obok siebie, piękną tęcze (w związku z popieprzoną pogodą jaką mamy codziennie) i faceta z saksofonem ćwiczącego w parku, w porze obiadowej (który powiedział, że ćwiczy żeby zgłodnieć. Jak nie zgłodnieje, żona nie wpuści go do domu).




W najbliższy weekend przylatuje Brylu ze szwagrem, z Kanady i (jeszcze nie-)znajoma Japonka z Ameryki. Mamy też przewidzianą jazdę testową wielką kolubryną po torze Toyoty na Odaibie.
Zapowiada się nieźle... ;>

2 komentarze:

snufkin pisze...

Prześmieszny ten "samochód" po lewej stronie :D

Pozdrawiam :)

futomaki pisze...

Temu po prawej też niczego nie brakuje. Ale na polskich drogach daleko by nie ujechał... ;)