poniedziałek, 1 maja 2006

Heartland

Weekend obfitował w kolejną wizytę w "sześciu drzewkach" (kodowa nazwa Roppong'ów). Tym razem mniej klubowo, bardziej pub'owo. Tak po włosku - wchodzisz, zamawiasz, stoisz, gadasz... Przede wszystkim jednak chłoniesz atmosferę, poznajesz ludzi. To takie miejsce, gdzie 99 procentowa przewaga rodowitych Japończyków załamuje się na rzecz ogólnie rozumianej rzeszy gajdzinów. Cały świat, pełna gama kolorów i wachlarz języków.
Czasem tak lubię.








6 komentarzy:

futomaki pisze...

Klimat sympatyczny :) (a może lepiej ^-^)

Anonimowy pisze...

Brak komentarzy swiadczy chyba o nietrafieniu w dziesiatke, prawda?

VR pisze...

Ale o co Ci wogole chodzi? O_o...

greah pisze...

europejska impreza w Roppongi - ciekawa odskocznia od codzienności :)

Sadek pisze...

Moze i europejska, choc ze zdjec wynika, ze bardziej jednak japonska.

empel pisze...

Bylem tam w ostatnia sobote, calkiem niezly klubik. Troche ludzi z Europy i ze Stanow, przede mna Wloch dobrze po 40 podrywal 20 letnia Japonke - udalo mu sie:)