czwartek, 6 kwietnia 2006

Powrót

Troche spóźniony post....ale po powrocie masa spraw mnie zaatakowała bez uprzedzenia - to sprawy w pracy, to przygotowania do rajdu...

Nie dużo brakowało, a bym nie doleciał i przymusowo musiał zostać w Kraju Kwitnącej Wiśni.
Zaczęło się niewinnie..plan podróży wytyczony przez pomocnika internetowego, spakowany, gotówka odłożona i ostatni wieczór z WiTem, który upłynął pod znakiem piłki nożnej i sake.

Rano WiT odprowadził mnie na stację - bagaż główny prawie 25 kg, podręczny 12 kg - niby nic ale może zmęczyć :) i do tego aparat. Miałem dojechać do Yokohamy, tam przesiadka w Narita Express i jestem na lotnisku z godzinnym zapasem, taki był plan.....

Dojechałem do Yokohamy, byłem tutaj kilka dni wcześniej, ale coś mi nie pasuje - jakiś remont. Zaklejone wyjścia, strzałki i "stacze" pokazujący drogę ewakuacji. Już czułem, że łatwo nie będzie. Ide za wszystkimi, schodzę na dół i szukam znaczku pociągu Narita Express...nigdzie nie ma. Czas odjazdu pociągu to 8:29, obecnie 8:24. Zdąże. Szukam - nic nie oznakowane - to nie po japońsku. Spytałem jakiegoś pracownika kolei o pomoc - błąd, że grzecznie po japońsku - koleś zaczął nawijke i mi pokazuje, tłumaczy...a ja już mokry, plecak coraz cięższy i czasu mniej. Zareagował na hasło "Ticket" (tiketoo) - pokazał oddzielone okienka - szybko tam poleciałem. Miła pani, po angielsku powiedziała, że mam 2 minuty i dodała "Sir, You must run". Dodała jeszcze, że jak nie zdąże mam wrócić to mi przebookuje bilet. Cudo. Wyrwałem jak z procy - na początku przepraszałem i grzecznie - potem przestałem. Zszokowani japończycy odbijali się ode mnie jak ulęgałki od spychacza. Wpadam na perony - do tego inna bramka była z biletami z dużym czarnym paskiem. Szukam znaczka Narita Express...nie ma !. Wróciłem do bramek - pytam strażnika - ten pokazuje że nr. 10. Wbiegam na góre, ledwo zipie i widze jak Narita Express sobie odjeżdza. 8:29. Czasem ta punktualność dobija. No i wracam...miła pani mówi, że nastepny jest za godzinę - sprawdzam - na lotnisku jest 10:57 - samolot mam o 11:40 - chyba zdąże. Kupuje bilet, ide na peron i przez godzinę dochodzę do siebie wypijając 2 litry wody Suntory oraz jeden Gokuri - miał być na prezent, ale cóż musiałem zużyć - sorki Rafał. Po godzinie podjechał pociąg, wsiadłem i jade. Punktualnie o 10:57 pociąg dojechał na Terminal 2 Narita Express - po drodze chyba z 5 razy sprawdziłem, czy to na pewno tu mam wysiąść. Wjazd na 3 piętro chwile zajął. Znowu na tarana leciałem między ludźmi...wpadam na główną sale 11:06. Tablica odlotów - chyba z 200 pozycji - gdzie mam iść? Szukam znaczka lini lotniczych...mam...biegne jak tylko mogę...stoisko nr 15. Wpadam zziajany - miła pani strażnik, mówi abym położył do prześwietlenia bagaż główny i podał bilet. Nagle przestaje się uśmiechać - Austrian...i pokazuje na box nr 15 który totalnie pusty. Kazała mi zabrać bagaż i poczekać obok. 11:13 biegnie chyba z 6 pań ubranych w barwy lini lotniczej, siadają w boxie. Jakiś koleś przepycha mnie obok prześwietlacza i zdejmuje mi niemalże na siłe plecak główny i kładzie na wózek. W między czasie druga miła pani mówi, że mnie będzie eskortować do samolotu. Podaje bilet w okienku, musiałem jeszcze dopłate zrobić i kątem oka widze jak mój plecak znika w drzwiach towarowych. Bez przeświatlania oraz naklejki na nim. Lekko zszokowany pytam co i jak - a oni odpowiadają abym się nie martwił :) Po formalnościach biletowych miła pani mówi "Sir, we must run" no to biegniemy. 11:22. Dobiegamy do kontroli paszportowej. W między czasie dołącza się do nas dwóch strażników lotniska. Widać nie można tutaj biegać. Miła pani cały czas przez radio rozmawia i informuje gdzie jesteśmy. Po przejściu odprawy - mówi, że idziemy przejściem dla pilotów i stewardes - będzie szybciej. Strażnicy za nami - i biegniemy w czwórke. Strażnicy zatrzymali jakąś załoge - przepuszczają mnie - kłade plecak mały i kurtke na prześwietlenie, przechodze przez brame i....piszcze. Wyjąłem wszystko, dokumenty, długopisy jakieś chustki, piszcze. I nagle olśnienie - pożyczyłem od Kojna pasek. Zdjąłem pasek - strażnik go zabrał i już nie piszczałem. Bez paska, z plecakiem na plecach, kurtką, paskiem i bluzą w ręku stojąc - miła pani mówi " Sir, we must run fast". Ja już ledwo zipiąc kiwnąłem głową i biegniemy. Cholera jakie to są kosmiczne odległości i 12 kg w ręku - nawet nic nie mówili jak taka waga się na ekranie pokazała - strażnicy zrobili swoje :) I biegniemy - tam już tylko dwa rękawy zostały i tylko dwie panie chyba stewardesy stały. Rozpędem wbiegłem w rękaw - nie zdążyłem nawet podziękować tej przeuroczej i miłej pani eskortującej, coż... Strażnicy twardo za mną...wbiegamy tym rękawem do biznes klasy. Nawet nie zdążyły mi panie sprawdzić biletu. Dopiero na pokładzie jak pokazałem to oderwano mi kontrolki...Strażnicy zadowoleni z siebie ukłonili się i spokojnym krokiem wrócili na lotnisko. Na prawde byłem im bardzo wdzięczny. Dostałem się na swoje miejsce. Usiadłem. Leciało ze mnie jakbym właśnie brał prysznic. Patrze na zegarek 11:37 i właśnie samolot odcumował i ruszył powolutku do tyłu... Stewardesy liczyły ilu jest pasażerów - jak dochodziły do mnie mówiły "plus eins" i tak do końca podróży byłem plus eins.
I tak właśnie wracałem po wielkiej przygodzie w Japonii do ziemi ojczystej.



Czułem wielką ulgę jak zobaczyłem po prawie 12 godzinach na ekranie coś takiego...



Chciałem wyskoczyć ale to tylko na filmach robią takie numery. Zresztą nie wiedziałem gdzie jest mój duży plecak....
Powrót zajął 12,5 godziny. Samolot był większy niż w tamtą stronę i leciał wolniej. A przede wszystkim miał inną trasę - Rosję brał większym łukiem. W Wiedniu ponownie kontrola z prześwietlaniem bagażu. Tym razem musiałem wyjąć notebooka z plecaka. I znowu ich zadziwiło - po co notebook bez baterii? I musiałem się tłumaczyć oraz udowodnić, że to prawdziwy komputer. Na szczęście kontrola osobista bez rozbierania :) Chociaż z tą miłą Panią Strażnik z Glockiem 17 kontrola osobista mogłaby być ciekawa :) Po przejściu przez masę tuneli doszedłem do tablicy z napisem Warsaw, usiadłem i miałem godzine odpoczynku. Starałem się jeszcze dodzwonić do WiTa - bo wreszcie zaczęły działać moje telefony ale się nie udało. Wysyłałem sms..nie doszedł...potem przyszło olśnienie, że przecież sms już nie ma w telefonii 3G-2.

Cierpliwie czekałem na samolot....




Gdy już wystartowałem, podziwiałem widoki...

i zastanawiałem się czy oraz kiedy jeszcze wrócę aby zobaczyć na własne oczy Górę Fuji....


Bardzo dziękuję wszystkim, dzięki którym ta moja podróż doszła do skutku.
Przede wszystkim:

- moim prezesom i dyrektorom oraz Hubertowi, że zgodzili się abym na miesiąc niemalże zniknął

- Piotrowi, że zgodził się abym przyleciał

- Maj i Łukaszowi za przemiłe towarzystwo

- Tatianie i koleżankom za niezapomniany dzień w Tsukubie

- Helenie za urocze towarzystwo i oprowadzenie po Kyoto

- Zuzie - za irlandzki pub w centrum Tokyo, z barmanką z Czech która mówi po polsku

- japońskim znajomym, za przemiłe wieczory, zaproszenia, kolacje oraz chęć pokazania Japonii

- do wszystkich, których nie wymieniłem powyżej a wiedzą, że im dziękuję.

A szczególne podziękowania kieruje do:

- Kojna.... cóż to dzięki Tobie cała akcja zaistniała, hehe nie zapomne tej naszej rozmowy od której wszystko się zaczęło...Bardzo jestem Ci wdzięczny za wszelaką pomoc, gościnność oraz serdeczność...

A wyjątkowe podziękowania kieruję do:

- WiTa....w zasadzie mógłbym długo wymieniać za co mam Ci podziękować, sam wiesz...
Po prostu DZIĘKI WIELKIE za wszystko, co razem przez ten miesiąc przeżyliśmy.

Dziękuję także wszystkim, którzy czytają tego bloga i mam nadzieje, że Was nie zanudziłem - zaglądajcie tutaj jak najczęściej i....klikajcie w reklamy ;)

Pozdrawiam serdecznie

Marek

17 komentarzy:

WiT pisze...

Te panie krzyczaly chyba do Ciebie "We must lun!" ;D

Ja też dziękuję za wszystko, dodałeś mi dużo otuchy swoim przyjazdem.

Markus07 pisze...

jedna pytała czy znam "lodżel mól" hehe

WiT pisze...

A nie chciała przy okazji żebyś "lipnął jej stockingsy"?

futomaki pisze...

No to niezły powrót. Trochę jak na jakimś filmie, ale dobrze, że się udało. ;)

Markus07 pisze...

japonka nie chciała...ale ta miła pani z Glockiem na lotnisku w Wiedniu ...ech...

n€x¤R pisze...

tos sie nabiegal..

a przylaczajac sie do podziekowac - WiTtttt... dzieki za prezenty! (:
i wogole to ja sie nie zgadzam, zeby karolina takiego ladnego misia a ja nie q: poprosze jakis fajny pompon czy cuś! (: tez chce taka sliczna dyndalke! <:

a wlasnie. jedna to wiem co na niej jest napisane, bo wiekszosc po angielsq. ale co jest na tej drugiej?

Vanti pisze...

Witam! Praktycznie cały dzisiejszy dzień poświęciłem na przeczytanie wszystkich notek z tego bloga. Mówiąc krótko - świetna treść, świetne zdjęcia, świetne filmy =) Dzięki Wam poznaję Japonię w oczach przeciętnego zwykłego gaijina ;) To, że będę tu codziennie wpadał i czytał nowe notki to chyba jest logiczne. Gorąco pozdrawiam wszystkich!

fascik pisze...

Huh...niezła jazda :) Miałem ostatnio podobną sytuację w Rzymie na Fiumicino. Jesteśmy ze znajomymi na 2 godz. przed odlotem, bilety są, bagaże oddane, idziemy na żarcie. Po jedzonku łażenie po lotniskowych sklepach. 45 min. do odlotu - zdążymy dojść, no to jeszcze załatwianie potrzeb w kibelkach i możemy iść. 20 min do odlotu, spokojnie spacerkiem. Kontrola bagażu podręcznego - masa ludzi, kolejki, wszystko idzie powoli. 10 min do odlotu, lekka nerwówka, chyba nie zdążymy, biegiem do kontroli paszportowej. Przeszli wszyscy oprócz jednego kumpla, który we Włoszech był ze starym dowodem osobistym w dodatku koszmarnie zniszczonym. Oczywiście tradycyhna rozmowa z kontrolerem - skąd, gdzie, dlaczego, na co, po co. Kumpel został a my biegiem. Co się okazuje, że do odpowiednich gate-ów trzeba do jechać kolejką - 5min. Qr....va nie zdążymy. Dzwonię do kumpla i mówię gdzie ma biec, my już jesteśmy w odpowiedniej sekcji z gate-ami, biegiem do Gate 28, 3 minuty, patrzymy odprawa już się skończyła a samolotu nie ma, Szok! Okazuje się, że przestawili samolot do gate-u 25, biegiem i telefon do kumpla gdzie ma lecieć. Wpadamy przez rękaw do samolotu, miłe Czeszki ze SkyEurope witają nas uśmiechnięte a ja ich prawie na kolanach błagam by poczekały bo jeszcze jeden człowiek biegnie. Oczywiście Panie poczekają, bo i tak jest lekkie opóźnienie odlotu. Po starcie puszka coli za kilka euro i pragnienie wzięcia prysznica.... :-)))

Przepraszam za przydługi komentarz ale wiem w jakiej sytuacji byłeś Markus :-) Pełen szacunek...

Anonimowy pisze...

"Wysyłałem sms..nie doszedł...potem przyszło olśnienie, że przecież sms już nie ma w telefonii 3G-2." - skoro nie ma SMS'ów, to co jest? :)

pschemo pisze...

Hmm jakiś czas temu znajoma steawrdesa tłumaczyła mi, że najważniejsze to oddać bagaż główny...
Podobno samolot nie może odlecieć jeżeli ktoś oddał bagaż a nie wszedł.. Wtedy trzeba rozładować samolot i usunąć walizkę ze względów bezpieczeństwa.. Dlatego można spokojnym krokiem iść do danej bramy a oni kilka razy będą wywoływać daną osobę... =DD
Osobiście jeszcze nie sprawdzałem.. ;))

WiT pisze...

W Japonii zamiast sms'ów są C-MAILE (wewnątrz danej sieci) i E-MAILE wszędzie indziej.

Anonimowy pisze...

Dzięki za odpowiedź, w sumie rozsądne rozwiązanie. Nie ma potrzeby obsługiwać dwóch technologii z których jedna robi wszystko to co druga i jeszcze trochę.

T. pisze...

I nalezy dodac, ze za wszystkie przychodzace (maila i c-maile) sie placi.

Anonimowy pisze...

Że jak? To ktoś mi może wysłać powiedzmy 100 maili i ja za to płacę? Nawet jeśli są, a zapewne są, zabezpieczenia przed floodem, to przecież ktoś mi może wysyłać maila co godzinę, to i tak jakośtam obciąża konto. Takie coś nie powinno być możliwe.

WiT pisze...

A niestety jest... możesz zabezpieczyć się ściągając tylko nagłówek.

Anonimowy pisze...

Sorry, że tak drążę temat, ale ciekawi mnie to, bo pewnie nas też coś takiego czeka za parę lat. Za nagłówki się nie płaci? Czy płaci się mniej z racji tego, że mniej zajmują? Tzn płacisz od ilości pobranych danych czy po prostu za maila?

WiT pisze...

No za ilość pobranych danych. Ciężko by było pobierać za jednego maila...