piątek, 24 marca 2006

Yokohama by day

Zawsze chciałem zobaczyć ten największy i chyba najstarszy japoński port. Pierwszy raz widziałem go w filmie "Ostatni Samuraj". Ale samą nazwę znam nie od dziś - w mojej Hondzie mam oponki Yokohamy - najlepsze na lato :) Ponieważ to raptem 40 minut od naszego mieszkania postanowiłem się tam wybrać. Moją podróż zacząłem od dzielnicy Motomachi, przez którą przechodzi największa handlowa ulica.

Ulica jak ulica...ale przywitał mnie Bank, a wokół niego Dolce&Gabbana, Versace, Zara- różne sklepy oznaczone nazwami krajów - były angielskie, hiszpańskie, włoskie. Szukałem polskiego....nie znalazłem. Jak się później dowiedziałem, to pozostałości po historycznej części portu. Tutaj kiedyś swoje "oddziały" miało większość europejskich sklepów i to było okno na Japonie dla Europy, i chyba nie koniecznie na odwrót.

Sklepy były na tyle "wypasione", że w każdym z nich był strażnik. W Polsce normalne, że jest ochrona - ale w kraju Kwitnącej Wiśni się nie kradnie, dlatego tak mnie zdziwiła ta ochrona. Miły Pan pilnował, czy aby jakaś desperatka nie zaatakowała sklepu Louis Vuitton i nie wybiegła z torebką za 200 tyś Jenów. Część sklepów była bardzo oryginalna :)

Promocje oraz wystawy sprawiały, że młode dziewczyny nie mogąc odwrócić oczu od witryn sklepowych co chwile na mnie wpadały. I to wcale nie dlatego, że szedłem prawą stroną. Co ciekawe w Yokohamie ludzie chodzą normalnie - czyli prawą stroną chodnika.

Ale, ale przyjechałem zobaczyć port a nie sklepy. Więc jako pierwszy punkt wybrałem największą na świecie Latarnie Morską - Marine Tower. Musiałem przejść przez całą dzielnicę sklepową, skręcić w prawo i jestem.

Wieża robi wrażenie. Wiało wtedy strasznie. Bilet na góre kosztował 700 Jenów. Wjazd specjalną windą podświetlaną w nocy. Na górze czuć było jak się wieża przechyla pod naporem wiatru. Sporo młodzieży tam było, która okrzykami raz przerażenia a raz zachwytu reagowała na wygibasy wieży. Ja tam zaaferowany widokami za oknem nie reagowałem na wahania :) Do momentu jak nie mogłem zrobić ostrego zdjęcia... Doczytałem, że ta wieża ma unikalny system stabilizacji. W pionowych rurach jest woda, która przelewa się w zależności skąd wieje, dzięki temu konstrukcja lepiej znosi podmuchy oraz trzęsienia ziemi. A za oknem był widok 360 stopni na port oraz samo miasto.


Prawie przez godzine obserwowałem jak Kapitan tego tankowca manewruje po porcie a potem z niego wypływa. Ten statek to kolos.

Jak to japończycy - długo i intensywnie myśleli jaki symbol dać portowi. I chyba ktoś wymyślił niecodzienny pomnik....

Wypis z księgi Guinessa potwierdza wyjątkowość tej Latarni Morskiej.

Zjazd windą w dół co ciekawe nie prowadził na parter. Okazało się, żę wysiadamy na 2 piętrze i na dół idziemy schodami. Ale nie tak po prostu - był mały labirynt, który gdzieś prowadził. Miły, przysypiający pan spytał się mnie o bilet -aż się zdziwiłem, bo nie zauważyłem dodatkowego kuponu. Po oderwaniu kontrolki poszedłem dalej. Wjazd na góre sprzedawany jest w zestawie obowiązkowym z wejściówką do muzeum. Jest tam wystawiana kolekcja ponad 3000 sztuk elektrycznych zabawek wyprodukowanych w latach 1890-1960. Te cudeńka zostały uzbierane przez pana Teruhisa Kitahara. Niestety było zabronione robienie zdjęć...

A oto jedno cudeńko z bliska...

Co ciekawe - te wszystkie zabawki działają !!! Jest podział tematyczny zabawek np. Wedding, Factory, Fantasy itp i zgodnie z rozkładem minutowym, który wisi na ścianie - uruchamiana jest co chwila jedna z sekcji. Każda figurka się rusza, gra muzyczka - na prawde coś fajnego i zarazem niezwykłego. Nie udało mi się wszyskiego sfotografować, bo tam jest zakaz robienia zdjęć ;)

W planach miałem jeszcze Chinatown - jedno z największych w Japonii, ze wspaniałymi świątyniami, sklepami oraz restauracjami. Niestety mi się nie udało. Byłem w szoku bo w tej wieży spędziłem kilka godzin a nawet nie wiem kiedy. Później zaczął padać deszcz.... i zimno się zrobiło.
Japonia płakała, że już za pare dni ją opuszcze........

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Byles w Yokohamie i nie poszedles do China Town? Czlowieku, takiej otery /swiatyni chinskiej/nie zobaczysz nigdzie w Europie!
Bulek z nadzieniem z goma /sezamu/ musi tez sprobowac kazdy turysta!
A w sklepie na Motomachi sprzedaja slodycze "Solidarnosci", m.in. sliwki i wisnie w czekoladzie.
Za opakowanie 6 sztuk tylko 860 yenow.

Oto pisze...

Zaskoczyła mnie znajomość znaczących nazw w świecie mody:P Większość facetów nawet nie wie co to Louis Vuitton:P:P Kurcze, szkoda tego Chinatown. Może jeszcze uda Ci się tam zawitać.

carolajn pisze...

pomnik mistrzowy!!! i super patent z wieżą.. nigdy o niej nie słyszałam..:)))))

Sadek pisze...

Co do strażnika w Louis Vuitton mam podejrzenie, że chodzi o coś zupełnie innego, a mianowicie wygodę klientów.
Taki strażnik odstrasza, a raczej onieśmiela nastolatki i osoby, które by chciały tylko popatrzeć. Zatem klienci właściwi, którzy jako jedyni zdecydują się wejść mają zapewniony spokój.
A i sprzedawcy mają łatwiejsze zadanie.

Baloo_CTW pisze...

No to teraz kurde to już ładnie żałuję że wczesniej nie znałem TBN.Dowiedziałem się o Waszym blogu z jednego z serwisów poświęconego anime i mandze w polsce.Z tego co widzę jesteście całkiem popularni.Blog jest genialnie prowadzony.Dla osoby która interesuje się zagadnieniami tego kraju to po prostu skrzynia informacji bez dna.Prowadzone rewelacyjnie,z humorem i pomysłem.Bardzo dobre zdjęcia.Szkoda że już niestety jest prawie koniec marca.Naprawdę rewelacyjna sprawa.Sądzę że po prowrocie do kraju bardzo wiele osób chciało by posłuchać z pierwszej ręki o tym co tam się działo.Pozdrawiam ciepło.

markus07 pisze...

Nie widziałem Chinatown bo musiałem coś sobie zostawić do zwiedzania, kiedy znowu tam pojade :) Poza tym sporo jeszcze pozostało rzeczy, których nie widziałem....nadrobie kolejnym razem :)

Orientalna pisze...

Widzę,że zwiedziłeś Motomachi.Tam to ceny są fascynujące.Ale to przecież zaraz obok China.A z tym autkiem to mam taką samą fotkę:)Mieszkało się w końcu w Yokohamie.Pozdrawiam