poniedziałek, 6 marca 2006

Heading Kyoto


Piątek wieczór, mamy kupione bilety na nocny autobus do Kioto. Najtańsza opcja: 5100 zwykły standard, bez toalety. Odjazd z Shinjuku o 23:00, przyjazd do Kioto o 6:00 rano.
22:40, przez labirynt przejść podziemnych, szybkim krokiem zmierzamy w stronę terminala. Gdzieś tu ma być, ale nie wiemy dokładnie gdzie. Mapka poglądowa gdzieś mi się zagubiła. Ostatnio dużo rzeczy gubię i zapominam. To taka moja reakcja na nadmiar stresu chyba.
Zatrzymujemy grupę młodych Japończyków. Na pytanie o terminal i pokazanie biletów rozkładają ręce. Dziewczyna idzie jeszcze z tym biletem do pobliskiego FamilyMart'u i pyta sprzedawcę. Ten też nie wie.
Nic. Mam coraz więcej wątpliwości czy zapamiętałem z mapy dobrą drogę.
Zatrzymujemy salarymana, typowego tokijskiego garniturka wracającego z nadgodzin w biurze. Ten na szczęście wskazuje nam dobrą drogę. Zapamiętałem dobrze, zabrakło 100m.
Naszym oczom ukazuje się dość duży, podziemny dworzec autobusowy.

Masa ludzi, chaos. Młodzież z nartami, kawaii girls z zakupami. Gdzie niegdzie stanowiska firm transportowych, z ubranymi na różne kolory recepcjonistkami. Dzięki pomocy przypadkowych ludzi znajdujemy nasze stoisko. Krótka weryfikacja tożsamości, płci i po chwili WiT, zwany Jack-sanem, z dwoma kolegami podąża gęsiego za panią w różowym płaszczu na górne piętro do autobusu. Po drodze zaliczam glebę przy próbie szybkiego zrobienia zdjęcia. Ogólnie jednak wszyscy docierają pomyślnie na pokład.

80% autobusu to młode laski patrzące na nas jak na ciekawe zjawisko atmosferyczne, np. na zorzę polarną czy tęczę. Takie wrażenie.
Kilka z nich się spóźnia, autobus rusza z półgodziną obsuwą.
Sześcio i pół godzinna podróż w pozycji półsiedzącej z dwoma stopami na siusiu w pozycji stojącej mija jak zły sen. Punkt 6:00 orientuję się, że nasze bagaże zostały wystawione na zewnątrz. Znaczyło to naszą stację. Zero stopni, wschód słońca. Zapchany McDonalds na stacji jedynym ciepłym schronieniem. Tak rozpoczęliśmy dzień w Kyoto.

5 komentarzy:

daro pisze...

no dobra, ale jaki cel wyprawy???
Warszawa rapotuje powrót Kojna w całości, bez ubytków. Śledzimy dalej perypetie pozostałęj ekipy!

carolajn pisze...

w kyoto byla główna siedziba światka gejsz....w jakim celu chłopaki tam pojechaliście?:P

Agnieszka pisze...

Out off topic:
http://www.photomann.com/japan/machines/

n€x¤R pisze...

podpisano 'wit' ale to zupelnie nie twoim jezykiem jakby.. to twoj wpis?

ps. kojn w wie?! KIEDY IMPRA? tylko niech jola do szpitala nie trafi q: jak juz wyjdziecie z nory to koniecznie czekamy na spotkanie!

WiT pisze...

Ostatnio posty pisze w pociągu, na kolanie. Amok!
Nie ma czasu na nic.