środa, 22 lutego 2006

Kato kato

Zarośnięty gajdzin znów poszedł do fryzjera.
Karta stałego klienta otrzymana ostatnio doskonale spełnia swoje zadanie.
Po wypowiedzeniu magicznych słów w stylu "kato", "ima!", "kudasai" i podaniu karty, zatrwożona obsługa rozpoznała moją tożsamość, płeć i pochodzenie (była wyrabiana na podstawie wizytówki). Wiedzieli też już jaką fryzurę sobie zażyczyłem ostatnim razem. Musiałem tylko potwierdzić długość (Halfu!).
Fryzjerka obchodziła się ze mną jak z jajem, zmacała mnie zafascynowana po głowie i przez pół godziny w 100% oddana była swojej pracy.
Gdy wykonała czynności wymagające maksymalnego skupienia, włączyła wielowątkowość i zaczęła mnie zagadywać. Przez następne 30 minut przy pomocy języka mieszanego: zjapońszczony angielski + zangielszony japoński + migowy w kaftanie (fartuchy w tutejszych salonach mają rękawy), omówiliśmy tematy turystyczno-lingwistyczne związane z moim pobytem tu i jej wakacjami w Europie.
Na koniec dostałem cukierka brzoskwiniowego i pieczątkę na kartę. 10 strzyżenie gratis.

7 komentarzy:

markus07 pisze...

A ile taka "przyjemność" kosztowała ?

Daburo pisze...

a po pol roku okazalo sie ze to fryzjer dla pieskow:)
Pzdr.

weronika pisze...

Cześć. Masz bardzo ciekawe spojrzenie na życie w Tokio. Poszukujemy osób, które będą zagranicznymi FotoEkspertami - za robienie zdjęć i komentowanie ich, dostawać będą kasę. Proszę Ciebie o kontakt na maila (adres znany redakcji).
Wtedy więcej szczegółów. Bardzo jesteśmy zainteresowani współpracą z Tobą:)

WiT pisze...

A co Marek, planujesz fryzjera w przyszlym tygodniu?
Fryzura na grzecznego chłopca = 3,340 jenów.

markus07 pisze...

hehe zastanawiałem sie, czy może zaszaleć i w Tokyo zrobić sobie jakąś wystrzałową fryzurę hehehe -ale jak grzeczny chłopiec 3 tyśki to ile wersja extreme? Zresztą jak bym sie przefarbował to potem na foto będę dziwnie wyglądał i jeszcze nikt mi nie uwierzy, że byłem w Tokyo :) W każdym razie zanim do Was przylece to ide do fryzjera i na grzecznego chłopca za 10 zł :)

LiA pisze...

Z innej bajki:
"W kwietniu 2001 roku Japonia wprowadziła nowe regulacje dotyczące bezpieczeństwa użytkowania sprzedawanego sprzętu - ustawa ta nosiła nazwę Electrical Appliance and Material Safety Law. Na mocy tego prawa sprzęt dopuszczony do obrotu na podstawie poprzedniej wersji ustawy nie może już być sprzedawany - równocześnie został wprowadzony 5-letni okres przejściowy, pozwalający na sprzedaż takiego sprzętu, który jednakże kończy się w kwietniu tego roku. W praktyce oznacza to, że z dniem 1 kwietnia 2006 sprzedaż jakiegokolwiek sprzętu wyprodukowanego przed 1 kwietnia 2001 jest w Japonii nielegalna - oznacza to, że nie można zgodnie z prawem sprzedać swojego używanego komputera czy też innego sprzętu elektronicznego."

Smieszne...

WiT pisze...

Moim zdaniem logiczne. Peceta sprzed 5-ciu lat i tak nie kupi nikt a jakiś sprzęt typu "moduł procesorowy do windy" czy elektronika w samochodzie powinny spełniać jakieś nowsze standardy niż te z 2001 roku.