niedziela, 12 lutego 2006

Karaoke


Czegoś mi właśnie brakowało... Nie byłem jeszcze na karaoke.

Po rozgrzewce w knajpie z opcją nomihodai (pijesz ile chcesz za 3000Y) zostaliśmy zgranięci z ulicy przez naganiacza lokalu karaoke. W sumie grupa imprezowa liczyła 13 osób, w tym m.in.: 2 australijskich nauczycieli angielskiego, 1 japońskiego strażaka, 5 pań w wieku 20-35, i nas dwóch.
Lokal pewnie taki sam jak wszystkie. Długie korytarze z numerowanymi drzwiami do wieloosobowych pokoi. W pokoju zestaw hifi, stół i wielka kanapa dookoła.
Spis piosenek to prawdziwa książka telefoniczna. Z tą różnicą, że się nigdzie nie dodzwonisz. Wybrane numerki kolejkujesz z pilota do systemu. Zbiór naprawdę imponujący.





No i co dalej? Trzeba wyć, bo trudno nazwać to inaczej. Dodatkowo do dyzpozycji są różnego rodzaju tamburynka i gruszki z groszkiem do wystukiwania rytmu oraz karta drinków. Ogólnie rzecz biorą dobra pijacka zabawa. Wszyscy się śmieją, cieszą, czasem płaczą...


Chłopaki bardzo przeżywali swoje narodowe Tie Me Kangaroo.



Zajęcia z rytmiki w zerówce w końcu się do czegoś przydały.

Po każdej piosence wyświetla się ilość spalonych kilokalorii :D. Niezłe... Szkoda, że nie podają jeszcze wskaźnika zdarcia gardła. Moje odmówiło posłuszeństwa po 40 minutach.

Przy wyjściu przemiła obsługa inkasuje po 3000Y od łebka i do domu.
A wracając pociągiem spotkaliśmy najpierw dwóch marines w stylu flip&flap z dywizjonu helikopterów stacjonującego w Atsugi. Gdyby byli odrobinę trzeźwiejsi może udało by im się poderwać "królika". :)


A już przy wyjściu ze stacji grupę lokalnych ziomali z gramofonami na wózeczku. Niby chcieli z nami pogadać ale na pytanie "Where's the party?" nie potrafili odpowiedzieć.

Ta fotka na początku... cóż, broniłem się dzielnie. Jak widać nawet Japończykom włącza się przytulaniec jak sobie wypiją ;)

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

nie trzeba bylo sie pytac tylko isc smialo za nimi ;)
btw byliscie jzu kiedys na jakism koncercie, ale muzyki wspolczesnej?

WiT pisze...

No pewnie, że byliśmy. Np. Vuenos.

rymoholiko pisze...

3tysiaczki i pijesz ile chcesz? Patent niezly, dopoki nie zjedzie im sie tam banda slowian :P :P :P Wtedy patent przestaje dzialac i te 3 tysiaczki to za malo :D

M_Gosha27 pisze...

Co za wieczór :)) Tylko pozazdrościć ....I po takim weekendzie można wracać do pracy niecierpliwie czekając na następną sobotę ;)

pschemo pisze...

Super imprezka jednym słowem=]]
Muszę poszukać czy u mnie też mają takie opcję=]]
A spotkliście jakichś polaków??=D

.kaijitsu pisze...

To mi się podobało :D Świetna zabawa to musiała być a za te 3000Y to każdego polaka by było na wiele stać hehe ;) Kiedyś w takie karaoke się w polsce bawiłem i powiem że zabawa nie mała nawet jak się więcej stęka niż śpiewa :D

n€x¤R pisze...

wuf. co za nocka. toscie dali czadu. sala do karaoke - jak zwsze element pelny zaskoczenia. w polsce postawili by stary odtwarzacz, ostatecznie jukeboxa, mirofon, i tyle. a tu cala oddzielna galaz technologiczna - odpowiednio spreaporowane, odpowienie piloty, cala infrastruktura! pokoiki, telewizorki, swiatelka - system.
kazda nisza zaprojektowana i zapelniona szczegolami.