niedziela, 29 stycznia 2006

Śmieci

Budzisz się rano. Piątek. Spacer do toalety przez przedpokój odsłania dwa worki śmieci czekające niecierpliwie w chmurze początkującego fetoru na wyniesienie. No way! Zapomniałeś o czwartku to czekaj na poniedziałek. Do tego te butelki, to w ten wtorek czy w następny??? hmm...
Zasady, wszędzie. Pseudo recycling zaczyna się w domu. Jako wzorowy mieszkaniec masz obowiązek umyć puste butelki i słoiki, odkleić nalepki i zdjąć kapsle. Śmieci w mojej dzielnicy dzielą się na trzy kategorie: burnable, recyclable, non-burnable. Pierwsze, w postaci zwykłych worków (z tym, że muszą być przezroczyste) możesz wystawić na ulicę w poniedziałek i czwartek rano (do 9:30).

W co drugi poniedziałek wieczorem, wracając z pracy, potykasz się o przygotowane na jutro pojemniki. Dlatego, że w co drugi wtorek wywożone są śmieci z grupy recyclable. Plastikowe skrzynki z tabliczkami mówiącymi Ci co gdzie włożyć (oczywiście w kanji) stoją też gdzieś tak do godziny 9:30. Tam kładziesz grzecznie uzbierane butelki (oczywiście z podziałem na białe, zielone i brązowe), puszeczki, słoiki, tacki styropianowe, opakowania plastikowe.
Do tego dochodzą worki na plastikowe butelki. Makulatura zaś ma być poskładana w kostki przeplecione sznurkiem. Ordnung muss sein!

Puszki np. po szprotkach czy ananasach razem z zakrętkami do słoików i innymi rzeczami czekają na kolejny wtorek, gdzie wystawiane są razem ze zniszczonymi parasolami, kawałkami mebli, pogiętymi prętami czy mikrofalówką. Za wywiezienie wszystkiego większego od mikrofalówki musisz płacić (i to sporo). Pewnie dlatego nasza stara pralka stoi teraz na balkonie :).

Sąsiedzi pilnują gajdzinów. Sprawdzają co wynosimy, czy przestrzegamy reguł. Ostre ich nagięcie może się skończyć skargą do urzędu miasta i problemami z wizą. Zobowązanie do recyclingu podpisaliśmy nawet w umowach o praktykę studencką.

Szkoda jednak, że ten recycling to tak tylko na pokaz. Puszki i tak są wrzucane na tą samą pakę co butelki, w workach niby palnych sami Japończycy wyrzucają rzeczy, które za cholerę nie podchodzą pod tą kategorie. Kto komu ma tu dawać przykład?

4 komentarze:

kojn pisze...

Poza tym, bywają kosze, z dziurą na puszki i osobną na plastikowe butelki ... problem polega na tym, że tylko dziury są osobne, bo worek w koszu jeden.
Natomiast jeśli chodzi o worki
> z tym, że muszą być przezroczyste
innych i tak się nie kupi (może z wyjątkiem Machidy, bo tam muszą być żółte, kupione w specjalnym sklepie i opisane z imienia i nazwiska właściciela śmieci)
Nie ma takiego wyboru jak u nas ... ze niebieskie, czarne, z uszami, bez, z tasiemką, z okienkiem, wzmacniane, 30, 40, 50, 60, ..... 200l. NIE! Tu jest worek na śmieci. Tak samo jak jest Guma do żucia i majonez do wszystkiego i chleb do jedzenia. NIE MA WYBORU. COŚ jest, albo nie ma. Przestaje mnie dziwić, że jak Japończycy wchodzą do Geanta w Europie, to fotografują np. 5 półek różnych Ketchupów albo dwie alejki mleka.

Yolusia pisze...

w POlsce wybór jest wielki... zawsze wiem, co chcę kupić, włąśnie czy zawsze? nieraz stoje 10 minut i wybieram masło, jajka, a może tamte jajka, albo tamto masło, a moze dziś kupię inne jajka? a żel pod prysznic? jaki? zielony? niebieski? nie, nie lubię niebieskiego, a nie, ten Nivea nawet nieżle pachnie, a może wezmę ten z granulkami? w piance, w żelu?
nie wiem co gorsze?
lubię mieć wybór, lubię testować nowości, mimo ulubionych określonych produktów, jednak czasem wybór mnie przerasta;
i w końcu napisaliście o śmieciach - ja wciąż o tym opowiadam wszystkim, odór zapomnianych śmieci był okropny, cieszę sie, że w Polsce o każdej godzinie i w każdy dzień mogę pozbyć sięswoich śmieci. Fakt, że w Polsce jest mała kultura segregowania i że w końcu może to wszystkim zaszkodzić, ale gdyby tylko o śmieci chodziło, byłoby prościej...

LiA pisze...

niom... ciekawe.. :)
a u nas daja porzadne kosze na smieci (raz w tygodniu zabierane), skrzynki na recycling, z uszami do niesienia.. :) (zwykle raz na 2 tygodnie).

mja pisze...

o, ktoś tu lubi chałwę.
;-)

W Niemczech też masakra, wścibscy sąsiedzi też ciągle mnie kontrolują, co, jak, gdzie, kiedy, do którego worka i do którego otworka-potworka. Jak coś będzie nie tak, jak trzeba, to już Anruf po Polizei. I Strafzettel! Aaa!

A polski majonez.. mrrr.. to jest to.

W Niemczech jakiś syf z ogromną ilością octu. A nippoński jak smakuje?

Pozdrawiam