wtorek, 31 stycznia 2006

Canon Kiss Digital N


Prawdopodobnie 2 najbliższe miesiące będę o samym ryżu, musiałem go jednak kupić!
Inny świat zupełnie!

poniedziałek, 30 stycznia 2006

Ogłoszenie drobne

Sprzedam swój aparat, Fuji s20Pro. Wyprodukowany w Japonii a kupiony w lipcu, w Polsce. Na gwarancji, pełny zestaw z kablami i softem. Dodatkowo dorzucam tuleję 55-55mm, zestaw 3 filtrów (UV, ND4 i CP-L) i tulipana. Jakie robi zdjęcia - widać na tym blogu. Moja cena: 1450zł.
Do odbioru teraz w Tokio lub w marcu w Warszawie.

Jeśli jesteś zainteresowany a nie masz mojego adresu, zostaw komentarz.

Dobry temat

Przypuszcza się, że w Japonii jest 5mln gejów (przy 126mln społeczeństwie).
Z jednej strony dużą popularnością cieszy się artysta znany jako Hard-Gay a z drugiej coraz więcej osób które mają wpływy ujawnia się jako homoseksualiści.

Ostatni Newsweek poruszył kontrowersyjny temat.
Jak zapytasz shougakuseja (ucznia szkoły podstawowej) kto to jest gej, to wiedzą , że HG to skrót od Hard-Gay nic więcej. Mowią tylko że to zboczeniec, który wkłada sobie pięść do tyłka. Jak chcesz im wytłumaczyć, że to tylko artysta (heteroseksualny), który przebiera się w czarne skóry i przemalowuje wizerunek geja w swoich szokujących programach - zatykają sobie uszy rękoma i nie chcą słuchać. Tak są nauczone. Hard-Gay to nr 1 w rankingu "Kogo nie pokażesz swoim dzieciom w TV".
Dzieki niemu gej w Japonii często jest postrzegany bardzo źle, jest człowiekiem niższej kategorii, niedorozwojem.

Nie ma dowodów na to, że w Japonii jest mniej homoseksualistów niż w Stanach. Właściwie to w Tokio jest więcej barów dla homoseksualistów niż w Nowym Jorku. Porównując te dwa kraje, Japonia jest dużo bardziej przyjazna gejom. Nie ma tu odpowiedników Teksasu czy organizacji chrześcijańskich wbijających im do głowy, że są nienormalni.
W Stanach w latach 60-70 nasiliły się ruchy na rzecz równouprawnienia homoseksualistów, tu nie. Przez to mimo, że w Japonii jest mniej uprzedzeń, geje i lesbijki nadal nie mają tu prawie żadnych praw.
Rok temu jeden z radnych Osaki, jawny homoseksualista, osiągnął sukces. Wywalczył prawo dziedziczenia własności po śmierci partnera. Działa ono tylko w tamtym regionie i tylko dla niektórych typów mieszkań.
Pewien facet, przyznał się ojcu, że jest gejem tego samego dnia w którym powiedział mu że chce być tak jak on, pastorem. Teraz ma 37 lat i jest pierwszym duchownym w Japonii, który się ujawnił. Nawet jego ojciec zmienił po latach swoje kazania z mówienia o miłości między kobietą a mężczyzną na miłość między ludźmi.
Większość z nich jednak nie walczy. Sami homoseksualiści prędzej założą rodzinę z osobą przeciwnej płci niż mają dalej śnić o związku homoseksualnym. Są wśród nich nawet osoby, które mówią, że pozostawienie po sobie wnuka w japońskim starzejącym się społeczeństwie, jest obowiązkiem każdego obywatela. Dla geja to naturalne, żeby być z drugą osobą homoseksualną w związku. Ale trudno jest mu domagać się dla takiego związku uprawnień, skoro nie wyprodukuje on dziecka, które przyczyniłoby się do rozwoju państwa. Zdumiewająca logika w działaniu...
W trudnej sytuacji jest też każda młoda lesbijka, pracująca w tradycyjnej japońskiej korporacji. Ogromna jest bowiem presja otoczenia na posiadanie męża, nie żony (w jej wypadku). A to już kolejna kupka piachu dosypana do góry tematów o Japońskim małżeństwie...

Coż więc, Japonia pozostaje jedyna w swoim rodzaju. Jest jednak czasem bardziej ludzka niż to do nas dociera na codzień.

niedziela, 29 stycznia 2006

Śmieci

Budzisz się rano. Piątek. Spacer do toalety przez przedpokój odsłania dwa worki śmieci czekające niecierpliwie w chmurze początkującego fetoru na wyniesienie. No way! Zapomniałeś o czwartku to czekaj na poniedziałek. Do tego te butelki, to w ten wtorek czy w następny??? hmm...
Zasady, wszędzie. Pseudo recycling zaczyna się w domu. Jako wzorowy mieszkaniec masz obowiązek umyć puste butelki i słoiki, odkleić nalepki i zdjąć kapsle. Śmieci w mojej dzielnicy dzielą się na trzy kategorie: burnable, recyclable, non-burnable. Pierwsze, w postaci zwykłych worków (z tym, że muszą być przezroczyste) możesz wystawić na ulicę w poniedziałek i czwartek rano (do 9:30).

W co drugi poniedziałek wieczorem, wracając z pracy, potykasz się o przygotowane na jutro pojemniki. Dlatego, że w co drugi wtorek wywożone są śmieci z grupy recyclable. Plastikowe skrzynki z tabliczkami mówiącymi Ci co gdzie włożyć (oczywiście w kanji) stoją też gdzieś tak do godziny 9:30. Tam kładziesz grzecznie uzbierane butelki (oczywiście z podziałem na białe, zielone i brązowe), puszeczki, słoiki, tacki styropianowe, opakowania plastikowe.
Do tego dochodzą worki na plastikowe butelki. Makulatura zaś ma być poskładana w kostki przeplecione sznurkiem. Ordnung muss sein!

Puszki np. po szprotkach czy ananasach razem z zakrętkami do słoików i innymi rzeczami czekają na kolejny wtorek, gdzie wystawiane są razem ze zniszczonymi parasolami, kawałkami mebli, pogiętymi prętami czy mikrofalówką. Za wywiezienie wszystkiego większego od mikrofalówki musisz płacić (i to sporo). Pewnie dlatego nasza stara pralka stoi teraz na balkonie :).

Sąsiedzi pilnują gajdzinów. Sprawdzają co wynosimy, czy przestrzegamy reguł. Ostre ich nagięcie może się skończyć skargą do urzędu miasta i problemami z wizą. Zobowązanie do recyclingu podpisaliśmy nawet w umowach o praktykę studencką.

Szkoda jednak, że ten recycling to tak tylko na pokaz. Puszki i tak są wrzucane na tą samą pakę co butelki, w workach niby palnych sami Japończycy wyrzucają rzeczy, które za cholerę nie podchodzą pod tą kategorie. Kto komu ma tu dawać przykład?

piątek, 27 stycznia 2006

Patenty


To skoro mowa o ciekawych patentach to ja dorzucę dwa:

1. Patent na prowizorkę, bardzo popularny w Japonii, szeroko stosowany. Regułą jest, że utrzymuje się najdłużej. Tu pomysłowo rozwiązany problem z dokuczliwym kapaniem wody w okolicach lampy w suficie na stacji metra w centrum miasta. Wszystko grzecznie do buteleczki.


2. Patent na skrzydełka Hondy. Motocyklista chciał się widocznie utożsamić z marką swojej maszyny. Tylko po co te szynszyle na plecach?!

Obniżenie kosztów?

Rozczulili mnie dzisiaj. W japońskim odpowiedniku MC Donalda kupiłem Hambuksa na wynoś.
Do kartonika nie zaglądałem, aż do momentu dotarcia do biura w celu szybkiej konsumpcji. Otwieram, a tam ...

Buła z kotletem po jednej stronie, sałatka po drugiej. Czyli ciepłe oddzielone od zimnych. Mówiąc krótko, przedłużyło to czas w jakim kotlet i buła pozostaje ciepła, nie oddając nic zimnej sałacie. Dla mnie bomba. Po 15 minutach od kupna, i samodzielnym przygotowaniu, komplet był cieplutki. Genialne!

wtorek, 24 stycznia 2006

Mrozy

Ja nie wiem jak Wy wytrzymujecie te -35 stopni. W Tokio jest temperatura odczuwalna -4, a my tu sie trzęsiemy z zimna jak galaretki po energicznym otwarciu lodówki.
Najbardziej rozbrajające są Japonki spacerujące z gołymi nogami, w szpileczkach bez pończoch... Niby wyposażone w podgrzewające poduszki pod stopy i na nerki ale i tak mi ich nie mogę zrozumieć. Czy siny kolor jest modny?
Poza tym coś pieski spotykam ostatnio. Wszystkie białe. I bałwany.


niedziela, 22 stycznia 2006

Weekly update

Jeszcze kilka zdjęć z ostatniego tygodnia uzbieranych:









Pamiętacie te motocykle z klocków lego?

Zima na plaży


Nigdy nie widziałem śniegu i oceanu na jednym obrazku. Z plaży (tej twojej ulubionej, Daro) dzieciaki zrobiły sobie boisko. Wyprawa na pobliską wyspę odsłoniła potęgę wiatru. Sezon żeglarski chyba nie ma tu końca.
BTW: wyspa Enoshima od 2 do 14 lutego będzie "Wyspą miłości". Ciekawe co to znaczy; chcę to zobaczyć :D


Kule armatnie ulepione z tego co spadło z nieba z tym co wypluł Fuji kilkaset lat temu.



sobota, 21 stycznia 2006

Śnieg

Może dla Was to nic nowego w Europie, ale mnie dziś zaskoczył śnieg przed domem. Moje zaskoczenie to jednak nic w porównaniu do zaskoczenia moich sąsiadów poniżej 15 roku życia. Nie bardzo wiedzieli co mają robić. Rzucać się śnieżkami czy lepić bałwana. W końcu zaczęli budować iglo.







czwartek, 19 stycznia 2006

Shamisen

Coś niezwykłego oplecione w papier z szajsu.
Niektórzy Japończycy mówią z dumą, że Japonia to nie Azja; że jest Azja i Japonia, dwie różne rzeczy. Coraz częściej przekonuję się, że to nie jest prawda.
Tu na przykład kicz wychodzi z wspaniałego repertuaru jak słoma z butów Gucci.

No ale od początku:
Znów gościłem w Tsukubie. Tym razem zostałem zabrany na koncert klubu studenckiego dla miłośników gry na shamisenie (taka 3-strunowa tradycyjna gitarka). Szkolna grupa wychodzi do ludu i pokazuje co potrafi. A potrafi!
Trzy godzinny koncert z przerwą, zorganizowany na naprawde wysokim poziomie. No i muzyka - piękna: pełna dynamiki, uczucia i melodii zarazem.
Wielka orkiestra złożona z shamisenistów, bębniarzy, solistów i innych. Sugestywne stroje, makijaże. Światła i rekwizyty.

Genialne, gdyby nie wypełniacze.
Nie wiem czy dlatego, że ktoś sobie postanowił, że koncert będzie trwał trzy godziny, nie mniej. Czy dlatego, że ktoś to lubi?
Godzina wspaniałej muzyki była poszatkowana dwugodzinnym badziewiem, scenkami, rozmowami i przerwą. To że ludzie spali, to nic. Niektórzy się tam wyspali, zmieniając boczek na oklaskach.
Moi, rozumiejący coś, znajomi patrzyli z niedowierzaniem, że ci ludzie mówią o niczym. Po prostu grają na czas. Wychodzą na scenę i zachwalają siebie, innych, mówią jak to jest wspaniale, jak wspaniale było i że będzie za chwile jeszcze wspanialej. Potem przedstawiają jakiegoś sempaja (mistrza), który to wchodzi na scenę i mówi, że jest super, było super i chyba też będzie super za chwile (jak tylko zejdę ze sceny... (przyp. red.)).

Nie wierzę, że Japończykom ten szajs się podoba. No nie potrafię w to uwierzyć! Oni siedzą tam bo zostali posadzeni i przysypiają. Nikt nie wyrazi jakiejkolwiek dezaprobaty.

Gdyby zrobić tylko taki sam koncert (koncert = MUZYKA). Można wsadzić w repertuar jakiś teatrzyk - ALE JEDEN!!! - to Europa waliła by do drzwi każdej sali by zobaczyć taki orient.

A Wam pozostaje nalepsze chwile w okienku prześledzić :) Zapraszam:
Klip 1 (30MB) - Początkowy, chyba najbardziej popularny kawałek na shamiseny
Klip 2 (27MB) - Końcowy, bardziej efektowny
Wszystko w diviksie pięć zero i lejmie em pe trzy.

środa, 18 stycznia 2006

Siłownia by night

Przytyłem jednak przez przerwę świąteczną w Polsce. I to prawie 3 kilo.
W związku z tym dziś nabyłem trampki i postanowienie, że oprócz codziennego
basenu, będę też co drugi odwiedzał siłownię. Nie lubie siłowni, ale co tam.

Co do trampek - za 5770Y kupiłem Brazylijskie halówki Topper, model z 1975
roku. Południowo-Amerykańska numeracja jest myląca (41SA=43EU=9,5US), była
ostatnia para. Pasują jakbym się w nich urodził. Ależ jestem zadowolony!

OK, nie rozwlekając się o trampkach...

Co do siłowni - mała sala (patrząc na ilość sprzętu na metr kwadratowy), sufit tak
niski, że zbyt dynamiczne podskakiwanie na stepperze grozi urazami głowy. Fajne
machinerie, wszystko pneumatyczne, miła lecz bojaźliwa obsługa (już mnie
przestaje dziwić). O innych klientach nawet nie wspominam. Powiem tylko, że
czasem czuję się jak wizytator w przedszkolu.

Cóż, obsługa bieżni z japońskim interfejsem jest jak bieganie z zamkniętymi
oczami po muldach. Widać jak wielkie znaczenie ma ergonomia obrazkowa w
takich przypadkach ;)

wtorek, 17 stycznia 2006

AlienPitStop

Namawialiście, namawialiście i mnie namówiliście ;) AlienPitStop w wersji Beta ruszył. Jakieś dodatkowe życzenia? Projekt umarł.

poniedziałek, 16 stycznia 2006

Auto-Salon 2006 Tokyo oczywiście

Porównywanie normalnych targów samochodowych do Auto-Salonu jest jak porównywanie małego, grzecznego tresowanego, wysterylizowanego kucyka do dzikiego głodnego i napalonego mustanga! A dziki mustang wygląda tak!

Większość większych firm tuningowych, producentów tuning kit'ów , opon, odblasków, światełek oraz wszelkiej maści ekraników miało swoje błyszczące stanowiska. Samochody można było podzielić na trzy kategorie. Białe, czarne i wściekle kolorowe ;)


Nie brakowało klasyków, w tym już prezentowany wcześniej "misiek" X oraz Imprezki w każdym możliwym kolorze, byle by był to niebieski, czarny lub biały.

Jak są tuningowcy, to nie może zabraknąć policji, jednak nie takiej z wąsami w passacie, ale troszkę odmienionej.


"Największym zainteresowaniem cieszyły się oczywiście hostessy", zdjęcia na pewno dostępne w necie ja dodam tylko małą zagadkę.

Co filmuje TEN pan? ;)

Więcej fotek na tokioVSluksemburg

Skrzydła


Niedaleko nas, w Atsugi, znajduje się największa baza wojsk amerykańskich na Pacyfiku. Dzięki temu często idąc ulicą, a nawet siedząc w domu, nie można usłyszeć własnych myśli. Dziwie się, że okoliczni mieszkańcy nie mają nic przeciwko...

Ale F-18 w szyku, robiące ewolucje nad twoją głową, wyglądają genialnie! Obiecuje kiedyś złapać je i wam pokazać :)

niedziela, 15 stycznia 2006

Dookoła Fuji


Gdy mieszkasz w Tokio najlepszym miejscem wytchnienia od zgiełku i tabunów ludzi są tereny u podnóża wulkanu Fuji. Nie mowię o wspinaniu - bo na szlaku w okresie letnim, jest jak w kolejce do mięsnego pod górę, a zimą się nie da. Chodzi mi o wspaniałe miejsca, które otaczają górę. Lasy, stepy, wodospady. Czyste piękno, otoczone infrastrukturą turystyczną w stopniu na szczęście umiarkowanym.
Najlepiej wybrać się tam samochodem, tak jak my dziś. Godzina jazdy i zaczynają się atrakcje. Widoczki, świątynie, jaskinie i jeziora.





\


Objechaliśmy Fuji dookoła. Swojej północnej strony nam jednak nie pokazał. Przykryły go chmury. Widziałem tylko że jest tam o połowe mniej śniegu.
Szkoda, że nie ma żadnych wyciągów narciarskich...