czwartek, 22 grudnia 2005

Wakacje w Polgarii

Jak to już kiedys bartpogoda pisał, Polgaria to dziwny kraj. Prawie wszyscy Polgarianie (starsi i młodsi) mówią mi, że teraz tu jest kraj kaczek; że robi się nie do wytrzymania; że dużo się zmieniło.
I tak mimo, że wiem o zbliżającej się elekcji nowego prezydenta, i wynikach wyborów do parlamentu, to nie odbieralem tego jako jakąs niebywałą tragedię. Nie smieszą mnie żarty na temat kaczek, ofercie kursu angielskiego dla naszego nowego premieraczy metamorfozie Leppera. Tak po prostu nie łapię tego wszystkiego. Przez pół roku byłem z boku, wiedziałem o wszystkim ale to było daleko. Najgorsze jest, że chyba ja chcę tak podchodzić do tego dalej.

Wrociłem, po 14 godzinach podróży znalazłem się na Okęciu. Terminal 2 nadal nie wybudowany, amortyzatory mojego byłego samochodu, którym teraz jeździ moja mama, słyszalnie postarzały się o pół roku... Niewiele chłodniej niż w Japonii, tak jakos tylko szaro i ponuro. Nie ma słońca.
Wogóle, tak niewiele się tu zmieniło.

Pierwszego dnia odwiedziłem PeJota, spotkałem się ze znajomymi, kolegami z pracy, zjadłem przepyszne swiąteczne potrawy made by Ada oraz pomogłem wybrać rodzicom lodówkę i pralkę, bo się akurat zepsuły.

Najbliższe dni planowane są w klimacie rekreacyjno-rozrywkowym.

1 komentarz:

Anka pisze...

home sweet home...