piątek, 23 grudnia 2005

Szok kulturowy

Warszawa, plac Zawiszy, godz. 17:15. Pełen szczyt. Ciemno, ponuro, mroźno.
508, na Tarchomin, w rozkładzie 17:23. Czekam.
Mija 10 minut. Dobrze, że zaraz będzie autobus, bo moja japońska kurteczka jest
raczej na japońską zimę, i zaczynam czuć chłód.
Przyjeżdża kolejne 127, już drugie. 508 nie ma.
Sprawdzam, czy na pewno nie przenieśli 508 na inny przystanek w pobliżu. Nie.
Mija kolejne 15 minut, Zimno. Ludzie się zmieniają na przystanku jak, jak... jak
ludzie na przystanku. Przyjeżdżają wszystkie autobusy oprócz mojego 508. Kupiłem
tylko jeden bilet studencki, więc czekam twardo.
17:45, spotykam koleżankę z podstawówki na Tarchominie. Po wymianach uprzejmości i
okazaniu wzajemnego zaskoczenia rozwojem "kariery" (ona rok w Hiszpanii była),
oznajmia mi, że:
- stąd się nie jeździ teraz 508, wiesz? Jedziesz tramwajem z przesiadką na plac
Wilsona i stamtąd E-4...
- to dlaczego stoisz ze mną na tym przystanku?
- a bo na tym placu Wilsona jest taki ścisk w E-4, że często nie załapujesz się do
pierwszego autobusu i czekasz na następny.

Minęło kolejne 10 minut, pod naciskiem mojego mózgu, który przestał odbierać
sygnały czuciowe z nóg, udaliśmy się do tramwaju.
Dowiedziałem się, że jednak nie jadę na Tarchomin, tylko do Arkadii.
Pierwszy odcinek tramwajowy, więc na gapę, przesiadka i drugi odcinek skasowany.
Niestety na wysokości kina Femina tramwaj zgasł. Ciemno, cicho. Smutno się
zrobiło. Motorniczy łomem otworzył przednie drzwi i oznajmił pasażerom, że dalej
nie jedzie bo nie ma prądu.

Przeszedłem więc przez ulicę, do przystanku autobusowego. Jana Pawła była
parkingiem z ustawieniem samochodów w obu kierunkach. Do kompletu teraz stały też
tramwaje.
Podbiegłem do losowo wybranego autobusu stojącego w stronę ronda babka. O dziwo
kierowca otworzył mi drzwi, usiadłem więc spokojnie i odetchnąłem bo przynajmniej
było mi ciepło.
Po 10 minutach autobus ruszył się 10 metrów, po następnych kilku przejechał
skrzyżowanie.
Na najbliższym przystanku kierowca nie wypuścił chłopaka, który obok niego stał,
bo ten nie wcisnął przycisku na żądanie. Chłopak poprosił o otwarcie drzwi, dobroć
kierowcy na dziś została chyba jednak wyczerpana wpuszczeniem mnie na ulicy.
Chłopak więc udał się do środkowych, otwartych drzwi. Kierowca widząc to zaczął je
zamykać, przyciskając kolesia w pół. Ten wygramolił się w końcu z autobusu. Jeśli
miał w plecaku jajka to one nie przetrwały.
Z deka się wkurzył, podszedł do przednich drzwi i...
zbił szybę, która to wybuchając zbiła drugą, dzielącą kierowcę od pasażerów.
Kwadraciki zszokowanego szkła rozprysły się po połowie autobusu.
Zarówno kierowca jak i sprawca stanęli jak wryci. Tyle, że ten drugi szybko uciekł.
Drugi raz tego dnia usłyszałem, "Dalej nie jadę".
Następnie wsiadłem w jakiś kolejny losowy autobus, który co prawda jechał na to rondo ale tak dookoła jak można sobie tylko wyobrazić.

No cóż... to się chyba nazywa szok kulturowy :D

8 komentarzy:

daro pisze...

witamy w domu, masz dwie opcje, jak wszyscy:
1. spierdalać byle dalej
2. los bohaterki jedej z lektur szkolnych, pseudonim "siłaczka"

n€x¤R pisze...

dajcie mi sile na opcje a ):

fascik pisze...

Matko jedyna :-)

rymo pisze...

jest jeszcze opcja c... miec ze soba mapke z rozpisem jazdy ztm'u :)

Yola pisze...

Nexor, bardzo mi przykro, ale nie ma opcji "a". Jest opcja "1" i opcja "2". Opcja przez Ciebie wybrana będzie dostepna w przyszłe ferie ...:)

Agnieszka pisze...

A ja kocham Warszawę z całą tą tramwajowo - autobusowo - zimową otoczką. I mimo, że nie mieszkam w niej od 2,5 roku wciąż za granicą się dziwię a w Polsce czuję się u siebie. Wit czy Ty juz zapomniałeś o tym jakie kurtki się u nas nosi zimą:)
Kurtki japońskie nosi się w Japonii!:)

Agnieszka pisze...

Zrób sobie prezent: porządna kurtka, ciepłe rękawice i czapka, nie ma czasu na chorowanie, a do Japonii też w formie powinieneś wrócić, bo co to za urlop w łóżku.

Jeszcze raz Wesołych Świat!
A na refleksję, o której piszesz najlepsza jest odpowiednia perspektywa, rodzina i przyjaciele dookoła, a to wszystko na tą gwiazdkę dostałeś:)

Poza tym życze wiecej szczęścia w korzystaniu z komunikacji miejskiej:)

DrLex pisze...

(Trzeba czytać z aranżacją)
Przygoda, przygoda,
każdej chwili szkoda!

Ja to w każdym razie mam sąsiada schizofrenika, który dzisiaj w nocy chciał zagryźć Jolante, bo jest tygrysem szablozębnym. Swoją drogą przez godzinę w nocy wykrzykiwał, że w tym roku prezentów nie będzie! To dopiero szok.