wtorek, 20 grudnia 2005

Instant Life

Jedzenie w Tokyo. Dużo na ten temat piszę, mówię, myslę. Powód tego jest nader prosty - jestem milosniczka jedzenia.
Sushi, już pisalam, bardzo mi odpowiada.
"Roman'y" - rodzaje zup na rosole z różnosciami we wnątrz - nie spróbuję nawet - już sam widok przyprawia mnie o mdlosci /Krzysiek nie lubi, WiT san srednio/ zatem w tej kwestii w 100% będę posluszną żoną i nie zjem.
O warzywach i mięsach tutaj, też już napisalam.
Jest jednak cos, o czym nie napisalam: w Japonii niemal wszystkie rodzaje dań i potraw można po prostu zalać wodą i je zjesć. Podziwiam liczbę i rodzaje potraw instant obecnych w FamilyMart'ach.
Mysle, że dla Japończyka pracującego od switu do zmierzchu jest to dobre wyjscie z sytuacji. Dla mnie jednak to tylko namiastka jedzenia. O ile taki tryb życia jest odpowiedni w warunkach polowych, o tyle tutaj jest to dla mnie problem. Instanty bowiem kojarzą mi się tylko z plastikiem. Może jeszcze się przekonam, może nie. Czas pokaże.

3 komentarze:

Tomek Wardziak pisze...

Jolu, mysle, ze nic nie zastapi normalnego jedzenia. Instanty to polowa tablicy mendelejewa w niewlasciwych proporcjach :)

Kuchnia japonska, ciekawa smakowo, aczkolwiek moim zdaniem na dluzsza mete nieprzyswajalna dla homo europeicus ;) Tak wiec dbaj o kojna i zaskocz go czasami jakims solidnym, polskim schabowym z ziemniakami :)

Yolusia pisze...

Tomku, nie wiem kim jesteś, ale tak wlasnie zamierzam uczynić... zaskoczyć schabowym :) z zmiemniakami, mimo, że Krzysiek za nimi nie przepada :). Dzięki za dobre rady :)

Darek (tak, to ja) pisze...

Kojn lubi tajskie instanty;) Pozdrowienia dla Joli:)