sobota, 1 października 2005

Informacje

Należy się Wam ten post, głównie nielicznym (mam nadzieję) zazdrośnikom. Którzy to sobie myślą, że mu tu tylko sobie łazimy i beztrosko oglądamy. Jednak niekiedy trzeba z siebie robić takiego głupka, że w rodzimym kraju trzasnąłbym drzwiami wejściowymi firmy, w której napotkałbym na taki opór. Już tłumaczę o co mi chodzi. Bo to właśnie o tym będzie mój post ... tłumaczeniu o co chodzi.
Chodzenie w znane miejsca nas znudziło, postanowiliśmy poszerzyć teren łowny (poszukiwanie zjadliwego pożywienia) oraz dołączyć kilka elementów do naszego binarnego życia (praca,dom). Pierwszy szok przeżyłem w trakcie podróży na lotnisko. Odprowadzaliśmy kolegę Darka na samolot do kraju kwitnących kobiet i schabowego z kopytkami, i w gąszczu linii kolejowych troszkę przybłądziliśmy ... mówiąc szczerze
staliśmy jak barany przed wielką tablicą połączeń szukając odpowiedniego ... wszystko w krzaczkach, pytam więc dwóch młodzieńców "Aiport, Narita (to nazwa lotniska), help" ... gapią się na mnie, gapią się na rozkład ... i tak przez 3 minuty ... ja juz dopatrzyłem się małych ikonek samolocików ... oni nie.... nagle opuścili głowy ...
odwrócili się i zniknęli w tłumie ... nic ani be ani me .... wymazali sytuację z pamięci. Przecież to się nie wydarzyło ... nie mogło .... nie było ... więc po co coś mówić ...od tego momentu zauważam to na każdym kroku. Ludzie powtarzający wyklepane regułki bez zrozumienia, a to co jest najbardziej wqrzające ... to czas odpowiedzi. Nawet szkolne serwery bazo-danowe mają szybsze. Stoi to taki/taka ... mruga
oczętami i powtarza ajpodu NanO non in stocku" ... ale pytanie WHEN? IPODU ?? NANU? ... to samo .. wit próbuje podpowiadać .. next week ?... tomorow ? ... 2 minuty stand by'a pana sprzedawcy ... i wypluwa komunikat ... "ajpodu NanO non in stocku" ... krew mnie zalewa ... trzeba się uczyć języków ... w Polce to bym się chociaż na migi dogadał... chaotyczny ten wątek ... ale to zlepek wielu frustracji ... miał być z
tego teks o wizycie na basenie ... więc za chwilę będzie.

7 komentarzy:

Przem pisze...

Może to już taka mentalność: jak nie wiem to się nie odzywam... w Polsce taki Japończyk dostałby kilka pomocnych wskazówek powiedzianych głośno i wyraźnie po POLSKU... ten sam efekt. Co do zwiedzania to możecie sprawdzić czy rzeczywiście drifterzy ścigają sie nocami po okolicznych górkach? Galeria podejrzanych miejsc które to pojawily sie w anime o tym traktujacym "Initial D" http://www.h2.dion.ne.jp/~eg9/gallery.htm . Jak widać jest tam kilka ładnych dróżek położonych w pieknych okolicznościach przyrody ;-)

Pozdrowienia

Przem pisze...

Linki do miesc na mapie Googla:
Akagi
Akina/Haruna
Usui
Myogi
Irohazaka

A gdzie Wy mieszkacie?

WiT pisze...

Jak byś czytał dokladniej bloga, Przem. :) Zartuje. Mapka jest w poscie "Moja okolica" w lipcowym archiwum.

Jola, Kojn's wife pisze...

"ajpodu NanO non in stocku" po mojemu to brzmi: "a ja ci nie powiem, bo mam taki kaprys zadnego pociagu dla ciebie nie ma" No oczywiste jest ze żaden Japonczyk niczego takiego by nie powiedzial, jezyków trzeba się uczyc, ale Ty koteczku masz jezyczek :) całkiem niezle wyćwiczony:)... a i zawsze i wszędzie z kazdym sie dogadasz, bo ty taka mądra i uprzejma dusza jestes...

Jola, Kojn's wife pisze...

"ajpodu" się mi z pociągiem kojarzy, .... a jeśli mowa o pociągu, to Krzysku wiesz jak mnie do Ciebie ciągnie, tak mnie ciągnie, że niedługo już tam będę obok Ciebie:)

WiT pisze...

ajpodu to nie jest pociag, dwa posty wczesniej pisalem ze kupilem sobie ipoda, ipoda nano. Po japonsku wiekszosc angielskich wyrazow jest po prostu "zmiekczana" do tutejszego spellingu: wychodzi "ajpodu nanu".

WiT pisze...

pociag to jest "densia", HA juz sie troche wie... :)