piątek, 28 października 2005

Latawiec

Przeciąłem żyłkę, na której latałem po niebie.










Wszystko co ma początek musi mieć kres,
Więc dlaczego oczy mam pełne łez?

Jamal

środa, 26 października 2005

Tokyo Tower



Przypadkowo trafiłem do Tokyo Tower, punktu obserwacyjnego w samym środku miasta. Wieża, wyższa od paryskiej La Tour Eiffel, mierzy 333 metry. Są dwa punkty obserwacyjne: pierwszy na 150m, drugi na 250m. Gigant podświetlany na pomarańczowo lub biało, w zależności od pory roku. Wjazd na samą górę to ok 1400 jensów, w tygodniu nie ma tłoku. W środku atmosferę, oprócz widoków tworzą nastrojowe dźwięki, dzwoneczki i światła. Czujesz jakbyś już był w niebie.
Mimo doskonałej widoczności nie zobaczyłem jeszcze granic Tokio na horyzoncie :)







niedziela, 23 października 2005

Tokyo Motor Show


Żartuję... :D

Jak zwykle największą popularnością cieszyły się hostessy...

Trzydzieste dziewiąte Tokyo Motor Show zaliczone. Mimo, że dojazd od nas zajmował 2 godziny pociągami oraz 20 minut autobusem; mimo, że pisząc to czuję jakbym miał nogi pod szyją - było warto. No ale co tu dużo mówić, napawajcie zmysły...




Producenci specjalnie dla Japończyków sprowadzili białe kolory swoich nowych modeli.


Oopps!




piątek, 21 października 2005

Shinsei


- Good morning, we would like to start an account.
- Oh, good morning. Please, have a seat.
- Thank You.
- Do You speak japanese? hihi
- Unfortunetely not.
- Oh...

No i się zaczęło. Jak zwykle bieganina, lekka panika. Karteczki, broszurki, szepty.
Otwarcie konta w jedynym japońskim banku posiadającym interfejs www po angielsku trwało 20 minut. Jedyny wymagany dokument od cudzoziemców: Alien registration card. Najwięcej problemów sprawiło wypełnianie formularza na komputerze, nazwiska w katakanie i takie tam. Najmniej wybór koloru karty w tutejszym systemie PLUS, który jest własnością visy. Teraz nic, tylko wpłacać... :)

środa, 19 października 2005

Różnorodność z automatu

Wrócę do tematu automatów. Konkretnie do różnorodności, w obrębie jednego, nie spotykanej gdzie indziej. Ot takie dwa zwykłe japońskie automaty obok siebie przeanalizujmy zawartość:

Tak więc od lewej góry mamy:
Pierwsze cztery to napoje izotoniczne, mój ulubiony to Super H2O | następnie specyfik z dużą zawartością WiTaminy C | Herbaty: kukurydziana, zielona, lekka i mocna | górny rząd w drugim automacie - znów izotoniki (ale inne), pokari sweat chyba z nich najlepszy, Amino Value smakuje jak syrop na kaszel, ostatniego nie znam |
drugi rząd od góry, wody: cytrynowa | francuska | japońska | pyszny sok grejpfrutowy (najlepszy jaki w życiu piłem) | dalej nie wiem co to | później: lipton tea (zypełnie inna niż u nas) | kawa czarna | z mlekiem | prawy automat, wody japońskie | dwa izotoniki bez cukru | vaam 190, izotonik na mleku z tauryną, najdroższy |
dolny rząd: dwa napoje z witaminą c | mleko | sok marchwiowo-jabłkowy | sam z czerwonych jabłek | trzy rodzaje kawy | kakao | i jeszcze coś na herbacie | drugi automat: repeat izotoników w małych buteleczkach | sok pomidorowy | sok z żółtych jabłek | pomarańczowy | i gruszka | koniec.
W sumie ponad 40 różnych napojów w 2 automatach obok siebie. Nigdzie czegoś takiego nie widziałem. Cola,light,cherry,sprite i dwie fanty - to wszystko, 5. Dlaczego w Polsce czegoś takiego nie ma jak tu?! :( Dlaczego na przykład w tych automatach jest 11 rodzajów izotoników a w Polsce znam isostar i jeszcze jeden jakiś inny? To się nawet Kojnowi podoba :)

Ohayo gozaimasu idea

Japończycy są niesamowici: Dwóch ludzi miało pomysł. Codziennie rano stali przed biurowcem i każdej przechodzącej dziewczynie proponowali nagranie króciutkiego filmiku, w ktorym to ona mówiła: ohayo gozaimasu (dzień dobry). Filmy zaczęli oferować codziennie do ściągnięcia na komórkę w cenie 2$ miesięcznie. Teraz mają 400 000 użytkowników (panów)którzy pobierają od nich codziennie jedną nową twarz mówiącą im po prostu rano "dzień dobry". Prawie pół miliona ludzi w subskrypcji!!!
Od niedawna zaczęli nagrywać dzwony w różnych świątyniach w kraju i oferować je w tym samym systemie.
Mają na tym wszystkim po $70 000 zysku miesięcznie.

wtorek, 18 października 2005

Dobrze, że ktoś poruszył ten temat - FRYZJER

Salonów tutaj pełno, i jak wiadomo, Japończycy najlepszymi fryzjerami są i basta! Na naszej dzielnicy jest kilkadziesiąt, jak nie kilkaset miejsc, z czerwono-niebieskimi (obracającymi się) słupami, które oznaczają salony, saloniki fryzjerskie. Ceny od Y3000 do ... jak się dobrze kobiety orientują... chyba nie ma górnej granicy. Kolega jednak pokazał mi miejsce gdzie można po prostu pozbyć się włosów, metodą nie chemiczną. Wrzuca się Y1000 do automatu .... ha pobudza wyobraźnie ?... pobiera się kwitek i idzie do wolnego stanowiska. Stanowisko wyposażone jest w fotel, maszynki do golenia i Panią co wygląda jak by strzygła owce (faruch, maska). 10 minut ... 15 razy Hai! .... i fryzurka jak nowa ... na koniec odkurzanie głowy centralnym odkurzaczem z długą rurą .... i do domu.

poniedziałek, 17 października 2005

Semi Pro

Bawie się w profesjonalistę!
A tak naprawdę to dostałem niepowtarzalną szansę uczestniczenia w zdjęciach do nowej linii produktów najbardziej sławnego japońskiego projektanta mody, Kei Mori.
Asystowałem profesjonalnemu fotografowi w sesji z profesjonalną modelką. Przeżycie niesamowite, dużo wiedzy przyswoiłem. Mam nadzieję, że zakiełkuje.


To nie ta modelka, to jest Kyoko, asystentka, która zrobiła mi to niesamowite zdjęcie na górze. Moje zdjęcia modelki poczekać muszą na oficjalny release.


Sensei Tokumaru - jego polecenia dla modelki były prawdziwą retrospekcją scen z Lost In Translation. Facet się kładł na podłodze. Mój szacunek.

A to misie, kaszmirowe :)

co mi się tu NIE podoba

Doczytałem, że ja tu jestem od odmiennego punktu widzenia ... i proszę bardzo ...Wit wydaje się być zadowolony, a we mnie frustracja budzi frustracje.
Każdego dnia napotykam sytuacje, za które mam ochotę kogoś walnąć w pysk. Tylko niektórzy wiedzą, że jestem niepoprawnym marudą .... teraz się wszyscy dowiecie ;)Ale zacznę od początku ...
1. Żarcie/jedzenie/pożywienie
Nie wiem jak to jest, może po prostu, nikt im nie powiedział, że jak nie dadzą kawałka ośmiornicy, albo suszonej ryby do jedzenia ... to jest lepsze. Że świat produkuje naprawdę smaczne rzeczy i nie ma co się zamykać na francuskie hipermarkety. Że tak na prawdę krowa smakuje inaczej ... i dodawanie "tego czegoś" wcale nie ratuje smaku. Że są inne kapitalistyczne napoje niż cola ... na przykład soki. I ta wasza
gruszka co wygląda jak jabłko, nie smakuje jak żadne z powyższych. I nie macie pojęcia co to jest chleb i ciasto ... i lody, słodycze i gumy do żucia bez cukru. Że kity-kat nie może być jedynym batonikiem na półce, bo świat już jest troszkę dalej niż wafelek z czekoladą.
Świństwa, paskudztwa ... już nawet surowe ryby zacząłem jeść, żeby nie eksperymentować z tym co jest zamknięte w opakowaniach. Największym jednak przegięciem jest kultowy ramon (zwany przeze mnie romanem) który jest niczym innym jak rosołem z utopionym kawałkami tego co zostało z innych posiłków w okolicznych knajpach.

2. Ludzie
No tych to się powinno przed użyciem wstrząsnąć ... ale nie jak soczek tymbarku ... tylko jak butelke spirytusu z sokiem (do uzyskania jednolitej cieczy, trzeba trząsać z pół godziny). Pomijam fakt, że się mną brzydzą ... nie lubią grubych (pow. 50 kg.), łysych i owłosionych poniżej szyi ...że mnie nie zauważają ...mam to w nosie ... ale jacy są miedzy sobą !!! Wchodzi koleś do knajpy ... zachowuje się jakby był
ojcem Paris Hilton, kelnerki sztucznym uśmiecham kłaniają się w pas ... wchodzą ... głęboko. Obsługują jak lorda (mnie to peszy) ... a on nic ... WODY! ... biegną z wodą ... żarcie!!! ... biegną z żarciem ... wypija, zjada, bez słowa wychodzi ... idzie do swojej budki z czymkolwiek ... i włazi swoim klientom jeszcze głębiej w jeszcze bardziej upokarzający sposób. Powiecie - klient nasz pan - tez tak myślałem. Ale obserwując swojego Ojca zrozumiałem że lepiej jest mówić klient twój przyjaciel. Bądź z nim szczery, a będzie ci wierny przez lata. .... nie lubię Ich !!!

3. "nowoczesność"
HA! - może jak Wałęsa był tu 20 lat temu .... to wyglądało to tak jak teraz ... czyli wtedy mogło się podobać. Oczywiście mają super fury, bo mają dużo kasy. Mają nowinki techniczne ... no bo gdzie lepiej testować nowy produkt, jak nie na ograniczonym terytorialnie rynku, z mało kłótliwymi klientami, którzy i tak za pół roku będą chcieli wydać kasę na coś nowego, bo przecież nie ma Geantów i Ikei.
Myśle, że odzwierciedleniem tego co mają w domach ... jest to co jest w "komisach" ... a tam ... takiego rupiectwa to u nas nawet w gablotach z dziwnymi rzeczami nie ma ... co znaczy ze przez 20 lat (Bezsenność w Tokio) trochę się jednak zmieniło.

.... przydługi ten wątek..... cdn.

W sumie nigdzie jeszcze tak długo nie byłem. Nie licząc przyjazdu do Warszawy, ale tą pokochałem od razu. Tak czy siak, po tym okresie czuję, że tu w ogóle nie pasuję, nie znoszę obłudy, kiepskiego żarcia i tęsknoty ... a to wszystko mam tutaj.

Ach i znowu miałem pisać o czym innym ... milszym może. Inną razą!!!

Szaro

Dzis pierwszy raz Tokio pokazało mi swoją szarość. Jesienna pogoda, deszcz i szybki zachód słońca nastrajają podobnie do typowej warszawskiej listopadowej nocy.
Ludzie chodzą wolniej, korki uliczne przesuwają się leniwie. Tylko szkoda czasem poubieranych, jak parówki w celofanach, od stóp do głów motocyklistów.

Szyby parują w samochodach, w pociągu mi zaś okulary. Strużki wody kapią z kabli porozwieszanych, redundantnie chyba, między domami. Światło też rozchodzi się inaczej w takich warunkach. Przypomina to czasem efekt "glow" w photoshopie lub patrzenie przez za słabe okulary. A świateł tu jest naprawde dużo.

Tajfuny są wogóle chyba jednak bardziej przewidywalne niż zwykłe opady. Po prostu wiesz, że idzie i że następne kilka dni bedzie non stop padać. Pocieszająca jest tylko myśl o błękitnym niebie na drugi dzień po przejściu takiego tajfunu. Ma to wszystko w każdym razie sens. I nawet mi się podoba.

Sajonara natsu!

sobota, 15 października 2005

Wrażenia & odczucia

Coż. Wrażeń jest coraz mniej. To chyba właściwa droga.
Coraz mniej wydaje mi się dziwne, coraz więcej naturalne. Coraz częściej czuje się w moim mieszkaniu jak w domu. Taka normalność wyuczona.
Niby codziennie jest coś nowego. Zawiera się to jednak zawsze w tych poszerzonych przeze mnie ramach tutejszości. W tym co nazywamy różnicą kulturową, odmiennością czy jak tam inaczej...
Wybaczcie słowotwórstwo :)

Odczucia natomiast są różne. Tęsknię za tymi, których zostawiłem w Polsce. Zdrowy rozsądek nakazuje pomyśleć o tym, że jest to jedno z nieodzownych poświęceń, które, trzeba założyć planując taki przyjazd. Cóż - nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Cieszę się też bardzo, że tu jestem. Nie wiem co z tego wyjdzie i czy da mi to coś czy zabierze. Od 3 miesięcy żyję z dnia na dzień. Nigdy tak nie miałem. Jak w jakimś amoku.





Takie rzeczy też już nie dziwią :)

piątek, 14 października 2005

Recycle Gallery

Chcieliście emocji? Proszę bardzo!

Mamy nową pralkę!!! uuu jakie emocje!!! W końcu wiruje!!! Jezzu jak super!!!

Kupiona za 4500 jensów w sklepie o mało tajemniczej nazwie Recycle Gallery. Świetne miejsce. Kupisz tu mydło, powidło i pralkę. Nie wiemy w zasadzie czym się różniła od podobnej za 10 tysiaków i mam nadzieję, że się wkrótce nie dowiemy :).
Kupiłem też kilka singli losowo wybranych japońskich artystów, po 50 jensów - tak, na prezenty egzotyczne.


- Kapitanie, ten wielkolud czymś w nas celuje!
- Jesteśmy za niewidocznym polem siłowym Bobby, zachowajmy zimną krew!


Coś do grania, ubrania, zmywania, przytulania. Wchodzisz na halę i tracisz całe popołudnie.

A to z pozdrowieniami dla Pstryka ;) Trzymaj sie!

czwartek, 13 października 2005

Mercedes

Ostatnio dużo pracujemy, co widac po braku nowych postów. Cieszy fakt iż nadal odwiedza tą stronę ok 75 osób dziennie. Pozdrawiam!
Wczoraj bylem w kilku miejscach, poznalem m.in. pewnego Szwajcara, wlaściciela przepięknego zabytkowego Mercedesa z 1955r. Trochę kasy w nim utopił...




Świeci się jak nie napiszę co... Praktycznie wszystko w nim jest nowe. Silnik pracuje genialnie i pomyka 120km/h na autostradzie. Do tego ma domontowaną klimatyzację i nawigację satelitarną :), ale wszystko z klasą.

poniedziałek, 10 października 2005

Akiba x2

Koszty podróżowania sprawiają, że staramy się kumulować miejsca przy jednej okazji. Wczorajsze wybory były jedną z nich. Chcieliśmy założyć z Kojnem konta w banku, okazało się jednak, że w niedziele nie jest to takie łatwe.
Skoczyliśmy więc do Akiby (skrót od Akihabary) z zamiarem polowania na różne używane komputerowe komponenty. Poznane przy okazji poprzednich zakupów boczne uliczki, obfitują w małe sklepiki z dziwnie wyglądającymi sprzedawcami i jeszcze dziwniejszym asortymentem. To często takie miniaturowe złomowiska z wielkimi, jak na ich rozmiary, śmieciarzami poszukującymi pereł. Można znaleźć wszystko. Od starych polaroidów, części do zamierzchłych Mac'ów, po sterty nowych akcesoriów sprowadzanych tu prosto z chin, wystawionych w plastikowych koszykach na ulicę.
To taka nasza giełda elektroniczna, jeszcze za czasów Grzybowskiej, pomnożona razy pięć, z dodatkiem szeroko rozumianej kultury azjatyckiej.



Przy głównej ulicy znaleźliśmy sklep z niby bezcłowym sprzętem dla obcokrajowców. Wiekszość urządzeń sprzedawanych tam, działała na 220V - a miła pani na wejściu opowiadała obficie o prezentowanym modelu odtwaracza:
- Mister! Mp3, Made in Japan!
Potem okazało się, że w Akibie jest więcej tego typu miejsc. Ta dzielnica jest po prostu za duża, żeby za jednym razem zwiedzić wszystko, a mnie po 40 minutach napada stan typowego sklepowo-gwarowo-głodowego znurzenia i nie wiem gdzie jestem.

Już niedłgugo. Dookoła X-boksik na sali o 12:10...

Poza tym cóż, normalka - stacje i pociągi :D



Ciekawe czy po ukazaniu się filmu Suicide Club, czy po doświadczeniach z wypadającym na tory tłumem - zainstalowano barierki z otwieranymi bramkami, w które musi trafić maszynista.

sobota, 8 października 2005

Długi weekend

W Japonii jest średnio jedno święto na miesiąc. Tak licząc więc, średnio co czwarty weekend jest długi.
W poniedziałek: Dzień sportu! Zaplanowane: rano basen, wieczorem jogging :)

A mi takie dwa kolorowe wczoraj wyszły jeszcze w czasie lunchu:


Nadchodzi halloween!