sobota, 24 września 2005

Panowie i Damy

Post o przytomności. Tak też możnaby go zatytułować.

Piszę do Was, drodzy Czytelnicy, w dobrej wierze. Umieszczam moje zdjęcia byśmy się wszyscy dobrze bawili. Bym ja miał satysfakcję, formę wyrazu. Byście Wy mieli coś z tego, że ja tu jestem. Byśmy wspólnie to jakoś przeżywali.

Jestem niezwykle szczęśliwy, że tokyobynight osiągnęło tak ogromną popularność. Nie spodziewałem się tego. Codzienny licznik odwiedzin często osiąga wartość 100. To dużo, jak dla mnie. Część z Was znam, części nie; Z pewnością wiekszej.
Gdy zaczynałem bloga, zdecydowałem się uruchomić system anonimowych komentarzy, by na bieżąco wiedzieć co myślicie o moim życiu, które będę Wam pokazywał. By każdy mógł coś napisać i w ten sposób stać się częścią tego wszystkiego. Sprawia mi to wielką radość. Korzystajcie z tego, jak najbardziej. Proszę.

Jednak...

Wyjazd mój to nie jest sam cukier. Wiąże się z wieloma wyrzeczeniami; szczęściem na równi ze smutkiem. Z obawami.

Chciałbym abyście, traktowali więc mnie poważnie. Abyście też pomyśleli czasem o moich bliskich, czytających to samo co Wy. Tęskniących pewnie bardziej. I przeżywających głęboko każdą rzecz, która jest tutaj napisana.

6 komentarzy:

Sadek pisze...

Hmmm...
No coz.
Widze, ze moj wpis, ktory gdzies na marginesie zawieral "nieprzyzwoity" link rozpetal niezamierzena burze. :(
Chcialbym wszystkich goraco przeprosic. Wierzcie mi, ze nie bylo moja intencja urazenie kogokolwiek badz naklonienie kogokolwiek do czegos niemorlanego.
Z wlasnego doswiadzczenia wiem, ze nie jest to sytuacja latwa i zycze autorom bloga i ich wybrankom zycia, zeby udalo sie Wam nabrac pewnego dystansu do calej sytuacji i co chyba wazniejsze w chwili obecnej zaufania do siebie.
Bez tego nie bedzie latwo.
Pozdrawiam.

daro pisze...

No panowie, bułke przez bibułke... ale oboje macie racje... miło poczytac o tym jak ktoś coś traktuje powaznie.

daro pisze...

to ja jeszcze swoje 3 grosze (czyli jakieś 1 jen)
Nie da się ukryć, że tbn stało sie dla mnie najcześciej odwiedzaną stroną. Za każdym razem raduje się jak dzieciak jak widze nowego posta, a żal ściska me serce gdy go nie ma, wtedy nostalgiczne przeglądam stare.
Rozumie też, że nie zawsze jest czas na własną produkcje, praca goni, spać się chce i smutek zagląda przez okno, albo puka w te kartonowe ściany. Rozumiem to doskonale.
Podziwiam Was strasznie kurewsko mocno.

Jola, Kojn's wife pisze...

To i ja też dołożę jena swego. Zgadzam się z przedmówcami. Ja ufam mojemu mężowi a największym dowodem na to jest to, że w trzy miesiące po ślubie zgodziłam się na jego wyjazd. Mało tego w chwilach jego zwątpienia, mocno go wspierałam w podjętej już wcześniej decyzji, gdyż wiedziałam ile wyjazd ten dla Krzyśka znaczy. Aby mało było jeszcze, mieliśmy plany aby powiększać rodzinę - i te plany dla naszego wspólnego lepszego jutra, z cieżkim żalem i ja odłożyłam na później. Blog ten dla mnie jest także najczęściej odwiedzaną strona, w ostatnim czasie oprocz pracowej, jedyną. Z kazdą chwilą, gdy otwieram TbN zapiera mi dech w piersi, że znów zobaczę skrawek życia Waszego, a w szczególności mojego ukochanego męża (Witku nie obraź się :)). Tęsknota moja za mężęm moim jest przeogromna i żal mi trochę, że tak mało tu pisze. Dla mnie za mało, bo uwielbiam jego styl pisania a ponadto dzięki tym postom mogę czucć jego myśli i słowa i moge sobie wyobrażać w jaki sposób przeżywał dany moment. To czyni mi Krzyska bliższym, choc odległość między nami jest tak wielka. Uważam, że blog ten dla wielu z nas, którzy są Wam bliscy, a którzy zostali tu, w nie tylko warszawskiej, samotni z powodu Waszego wyjazdu, jest forma zastąpienia osobistego kontaktu. Kontaktu z Wami, którego mamy niedostatek. Ja za Wami tęsknie bardzo. A za Kojnem usycham z tęsknoty. I na pewno traktuje ten blog poważnie, też z dystansem.

carolajn pisze...

tez wiem cos o samotnosci w wielkiej niezrozumiale funkcjonujacej azji.. az sie lezka w oku kreci bo wasze posty przypominaja mi tokyo jakie zapamietalam. co moge powiedziec? cieszcie sie chwila bo z rozzewnieniem bedziecie wspoaminac kazdy oddech tej japonskiej zawiesiny:P a w ciezkich chwilach powtarzajcie sobie jakie macie szczescie i jak mozecie wykorzystac ta opcje jaka wam sie przytrafila.. moc buziaków:************

Anonimowy pisze...

Moze na początku do właściciela bloga :) Wiesz ... ja w ogóle sie nie dziwie ze masz tylu czytelnikow ... :) Bo blog masz naprawde najlepszy jaki kiedykolwiek czytalem - NAJLEPSZY, codziennie zaglądam tutaj i gdy widze "Dodadno nowy post" to jestem w 7 niebie, a gdy nic niema zadnego nowego posa to ciągle jak jakis psych odswiezam strone :D Ogrone brawa za blog
A teraz do Jola, Kojn's wife :)wiesz ... musicie sie baaaaardzo kochac ... az sie wzruszylem ;) to co napisalas i jak napisalas ... az serce mocniej bije :) pozdrowionka dla Ciebie i Twojego meza i dla wszystkich
pod wrazeniem:)