piątek, 23 września 2005

Kuchiyage guide

Chyba najmniej zdrowe jedzenie w Japonii to kuchiyage. System polega na tym, że płacisz przy wejściu 3000 jenów, i przez 2 godziny możesz jeść i pić ile chcesz. Oczywiście wielki bug tego systemu to konie trojańskie, w postaci gajdzinów takich jak my, którzy potrafią zjeść duuużo więcej niż przeciętny tubylec. Do tego lubią wychylić kilka kufli piwa. Jesteśmy dla właścicieli kiepskim interesem więc, ale nie stracili uśmiechów na twarzach jak nas zobaczyli :)
W każdy stolik wbudowana jest swego rodzaju frytkownica w której sam przygotowujesz swoje potrawy. Pomysł podobny do francuskiego fondue.


Oto przepis na sukces:

Krok pierwszy, wybranie dużej ilości patyczków z surowym jedzeniem. W repertuarze dosłownie wszystko: mięso, rybki, kalmarki, chrząsteczki, pierożki, ziemniaczki, jabłuszka). Używam zdrobnień bo wszystko jest w malutkich porcyjkach, jakby zminiaturyzować grilla do rozmiarów lalki barbie. Do stolika podążamy więc z stertą wszystkiego na patyczkach, po drodze zamawiając piwo.

Krok drugi, każdy patyczek należy zamoczyć w cieście...

...i obtoczyć w panierce.

Krok najważniejszy: pałeczka ostrożnie ląduje w głębokim tłuszczu. Jeśli nie zachowasz ostrożności olej pryska. Ja mam dwie plamy na jasnym garniturze, kojn chyba z pięć.

Po 2-3 minutach wyciągasz patyczek, czekasz aż ostygnie z szalonej temperatury. Masz do wyboru trzy rodzaje sosów (musztardowy, czosnkowy i sojowy). Gotowe, można jeść.

Po jedzeniu zostają dziesiątki pałeczek. Jeśli przysmaki wydadzą ci się monotonne - w barze są jeszcze sałatki, makarony i zupy.
A szczerze powiedziawszy może być to monotonne. Nie ważne co wsadzisz do oleju - i tak smakuje identycznie (no może z wyjątkiem jabłka). Tylko sos sprawia, że możesz sobie urozmaicić smak.

Fajna knajpa, bardzo towarzyski sposób samo-przygotowywania jedzenia. Dużo śmiechu, często wyjmujesz czyjeś patyczki, czasem wyłowisz potrawę która spadła koledze z kijka, przy okazji lekko poparzysz się skwierczącym olejem. Podoba mi się!

4 komentarze:

kojn pisze...

5 plam a nawet 7, bo mnie wit ochlapywywywał ;)

n€x¤R pisze...

o w dupe jeza ale zglodnialem.
zabawa przednia ale qrde... wywalic 8o-9oPLN na obiad... jak pojde do balbinki (no wlasnie - do fuxa to juz zadko chodzimy q:) to za 8o jak bym pozamawial, to 2h byly by za malo, zeby to zjesc.

ps. a ja mam w domu la raclette (: zrobiliscie mi takiego smaka, ze chyba najblizsza kolacje sie pobawie q:

daro pisze...

Nxr a masz u fuxa skwierczące patyczki?
liczy sie klimat!! Pomyśl o tym ile by kosztowała taka knajpa w wawie... z 500 zł od osóby to na wejście :-)

hal pisze...

bardzo pouczający materiał :-))
dołaczam się do głosu (powyżej) że dzień bez nowinek z waszego blogu jest dniem straconym