niedziela, 21 sierpnia 2005

Roppongi


Mateusz pokazał mi nocne życie Tokio. W zasadzie wszystko skupia się wokół dzielnicy Roppongi. Są to okolice bazy wojsk amerykańskich i ichniejszej ambasady. Liczba chętnych do rozrywki żołnierzy sparwiła, że przez lata rozwinęła się tu pokaźna liczba klubów, hostess-barów, burdeli i wszelkiej maści innych iprezowni. Roppongi po polsku znaczy "sześć drzewek", co używane jest w terminologii gajdzińskiej, jeśli nie chcesz mowić wprost (np. przy kimś) gdzie się wybierasz.
Nie widziałem oczywiście wszystkiego, noc ograniczyła się do klubu Vanilla, położonego blisko stacji metra. Niezłe miejsce, wjazd=3000Y, każdy drink=500Y, trzy poziomy House/RnB/Trance. Murzyni jako ochrona, zakaz fotografowania, mnóstwo ludzi, pod koniec miejscami robiło się naprawde duszno.
To co mnie najbardziej zaskoczyło, to sposób w jaki bawią się Japończycy. Oni naprawde umieją się wyluzować. Nie ma lanserki, białych rękawiczek, dziwnych spojrzeń - za to jest mnóstwo okrzyków w rytm muzyki i przyjacielska atmosfera.
No i nie ma nic bardziej szokującego jak Japonki w jukatach, skaczące do goa-transów :D
Spotkałem dwóch,upalonych marines - jeden próbował mi opowiedzieć dowcip o polskiej dziwce, nie złapałem jednak pointy. Rozmawiałem też z dwoma ukraińskimi piosenkarzami, z ukraińskiego pawilonu expo w Aichi. Jeden z nich na pytanie "Co tu robicie chłopaki?" odparł "Produkujemy narkotyki"...
Poznałem jeszcze trochę innych ludzi, a wszystko to za sprawą Japończyka, Tairy - zakręcony koleś. Mówi troche po polsku, studiował w Warszawie. Chce pod koniec roku rozkręcić biznes - porcelana albo import japońskich sedesów.
Noc pełna głośnej muzyki, opowieści meluna i żubrówki z grejpfrutem (jabłkowego soku nie mają).
Super, naprawde jestem szczęśliwy, że tam byłem.






1 komentarz:

daro pisze...

fazowe zdjęcia wyszły.. naprawde.
Mam nadzieje ze co weekend bedziesz zabezpieczal kolejny klubik.. :-)