wtorek, 30 sierpnia 2005

Sashimi

Dzis kolacja w fajnej japońskiej knajpie. Wchodząc zdejmujesz buty, wkładasz je do specjalnej szafeczki na drewniany skobelek.
Duży wybór dań, od smażonych mięs, sałat po sashimi (sushi bez ryżu - czyli sama surowa ryba). Można też zamówić surową koninę (podobno duża część importu pochodzi z Polski). Nie skusiłem się jednak :)
Ciekawym rozwiązaniem jest zakup butelki alkoholu, wychodzi taniej niż w drinkach a jak nie wypijesz całej, nalepiają naklejkę z twoim nazwiskiem i butelka czeka na Twoją ponowną wizytę.


poniedziałek, 29 sierpnia 2005

Niedziela/poniedziałek :)


Niedziela wieczorem, Meguro - widok na biurowce Ebary.

Poniedziałek rano (bardzo), lekko zmiękczony wracam do domu. W pociągu sami żeścy salarymani podążają do pracy.

sobota, 27 sierpnia 2005

Festiwal w Koenji

Latem praktycznie w każdy weekend w różnych częściach miasta odbywają się uliczne festiwale, na częśc tego lub tamtego. Nie ważne.
Ważne jest to, że po raz kolejny Japończycy pokazują mi jak potrafią się bawić. W okolicy imprezy słychać wprowadzające w trans dźwięki bębnów i dzwonków, wszędzie czuć zapach ulicznego żarcia, co drugi przechodzień ubrany jest w odświętną jukatę.




Na stacji niewyobrażalny tłum, zejście z peronu trwało ze 20 minut. Nad wszystkim czuwają służby porządkowe, ludzie niebywale cierpliwi.

Póki co najładniejsza jukata jaką widziałem.

Do pobrania krótki klip, ok. 19MB, Divx501.

Oisu

Dziś był piękny dzień na drugi wypad nad ocean. Tym razem pojechaliśmy kawałek dalej.
Miejscowość nazywa się Oisu, co znaczy zachęcająco - wielka plaża.
Faktycznie, największa z dwóch jakie widziałem w Japonii :) Największą jej zaletą jest brak ludzi. Woda pełna początkujących surferów czekających na falę. W końcu jakieś miejsce nie porażające przesadną liczbą ludzi. Można odpocząć.





Niestety nawet taka leniwa miejscówka jak Oisu ma swoje wady. Trudno znaleźć tu coś przyzwoitego do zjedzenia. Następnym razem prowiant zabieram ze sobą.

Nowinki NEC'a

Wystawa nowych rozwiązań serwerowych NEC'a, na której miałem przyjemność gościć, w zasadzie niczym nie różni się od rodzimych pokazów branżowych. Poza sprzętem. Kilka pomysłów wzbudziło moje zainteresowanie:

Serwer zajmujący tylko połowę długości rack'a. W ten sposób można upchać 2 razy więcej sprzętu w jednej szafie. Zbudowany na architekturze mobilnej, Celeron M, 1,7Ghz, 2 dyski SATAII, ułożone jeden za drugim. To taki laptop wśród serwerów.

Zmieniarka na 40 taśm zajmująca 4U. W sumie 16TB backupu, możliwego do zapisania. Impressive!

Serwer do składowania danych, 10TB, możliwy RAID 6, zajmuje 3U.

I najciekawsze, Nec jako pierwsza firma wprowadza do seryjnej produkcji serwery z chłodzeniem cieczą. Bezgłośne, nadają się perfekcyjnie do szpitali lub innych miejsc gdzie cicha praca jest mile widziana.

Zadając pytania do poszczególnych produktów, zasługujesz na drobne gadżety, przy wyjściu losowanie nagrody głównej. Zasady takie same, widać, na całym świecie.

piątek, 26 sierpnia 2005

Koizumi


Na okładce Junichiro Koizumi, trzykrotny minister zdrowia, teraz premier Japonii.

Akihabara

Akihabara (dosłownie: Electric City) - to centrum elektroniki. Wogóle Tokio podzielone jest na takie centra tematyczne - podobno jest też dzielnica księgarni, sklepów muzycznych i budowlanych...
W każdym razie - szokująco duża liczba sklepów z komputerami, sprzetem hi-fi i foto. Podobno jedyne miejsce w mieście gdzie można się targować.


Dział z figurkami, figurki everywhere.

Nowe pomysły na lampy: 1. Wodoszczelna świecąca kula do wanny - wiele kolorów; 2. Pokojowa lampa projekcyjna, wyświetlająca np. niebo na suficie, wymienne wkłady z wzorami. Ciekawe pomysły, może przywioze takie cuda do Polski na Święta.


Salon pokazowy Hi-Endowego sprzętu firmy BOSE. Nie przypuszczałem, że nazwa może być tak dosłowna :)

Shibuya

Shibuya wieczorem, centrum nampy (podrywu) i lansu. Jedno z centrów Tokio. Tu znajduje się to sławne skrzyżowanie w 6 stron świata, sprzedawcy krzyczą z megafonów. Ogólny chaos, kupa ludzi. Czekają umówieni, jak pod Rotundą :)




czwartek, 25 sierpnia 2005

Ciągle pada...

Znów jakiś tajfun sobie lata po Azji. W Tokio parasole nie pomagają. W zasadzie nie ważne czy takowy posiadasz czy nie. Pada z góry, z boku, z dołu (jak samochód przejedzie). I tak będziesz mokry. Wieczory przypominają scenerię z Łowcy Androidów.

środa, 24 sierpnia 2005

Flow

Dziś naprawde jechałem w tłoku. Stałem na stacji Ebisu, przyjechał ekspres do Chuo-Rinkan, 20:07. Widziałem, że się do niego nie zmieszczę. Stałem jednak w tłumie, który zaczął wtłaczać się bezgłośnie do wagonu. Poddałem się więc, flow! Dało radę, żyłem. Ale co to za życie - nie miałem możliwości podniesienia lewej ręki z kieszeni w spodniach i opuszczenia prawej, trzymającej poręczy. Mogłem się puścić, głupio bym jednak wyglądał z podniesioną reką nie trzymającą się niczego. Nie było miejsca na nic.
Jazda w takim stanie trwała 20 minut. Minęliśmy m.in. sugestywnie nazywającą się stację NagaSuka :D
Dwa przystanki przed moim celem flow zadziałał znów. Razem z tłumem znalazłem się na peronie - ledwo zdążyłem wrócić do pociągu, juz prawie pustego. Jazda na maksa :)




wtorek, 23 sierpnia 2005

Kulturka

Otwarcie galerii sztuki na przedmieściach Tokio przerodziło się w miniaturowe wesele. Najpierw koncert fortepianowo-skrzypcowy, pełna powaga i uprzejmości. Potem zimne przekąski, wino. Gdy już wszyscy się poznali, zaczęły się śpiewy, gra na harmonijce i konsumpcja różnych trunków. Podano jajecznicę z sosem sojowym.
Jako, że byliśmy z Darkiem jedną z pobocznych atrakcji wieczoru, gdy skończyły się tematy do rozmowy, co po niektórzy postawili sobie za cel upicie gajdzinów. :) Nie udało się.
Doświadczenia miłe. Ludzie są tu naprawde przyjaźni.



Miło się robi na duszy, kiedy pianistka przedstawiając utwór uśmiecha się do nas, mówiąc o "Frideriku Szopanie"...

Do pobrania klip z imprezki (13,5MB; DivX)

poniedziałek, 22 sierpnia 2005

Powroty

Jadąc do Roppongi trzeba liczyć się z tym, że najwcześniejsze pociągi ruszają o 5:00. Nie ma nocnych. Wyjście z klubu rano jest jak powrót z dalekiej podróży (to Szpakowskiego tekst chyba :D). Rozjaśniała ulica wydaje się być wtedy jak skacowana dziewica biegająca nago po łące. Ciągle świeża ale jednocześnie bardzo zmęczona, troche brudna :D. Jej przechodniom, nie podoba się, że tak wcześnie wstała. Wszyscy chodzą jak w amoku, mrużąc oczy, starając się przypomnieć co im się śniło.






Metro pełne ludzi, mimo bladego świtu. Szczerze mówiąc miałem nadzieje, że będą miejsca leżące... :(

Roppongi wallpaper

Kolejna tapeta mojego autorstwa.

Do pobrania: 1024x768, 1280x1024

niedziela, 21 sierpnia 2005

Roppongi


Mateusz pokazał mi nocne życie Tokio. W zasadzie wszystko skupia się wokół dzielnicy Roppongi. Są to okolice bazy wojsk amerykańskich i ichniejszej ambasady. Liczba chętnych do rozrywki żołnierzy sparwiła, że przez lata rozwinęła się tu pokaźna liczba klubów, hostess-barów, burdeli i wszelkiej maści innych iprezowni. Roppongi po polsku znaczy "sześć drzewek", co używane jest w terminologii gajdzińskiej, jeśli nie chcesz mowić wprost (np. przy kimś) gdzie się wybierasz.
Nie widziałem oczywiście wszystkiego, noc ograniczyła się do klubu Vanilla, położonego blisko stacji metra. Niezłe miejsce, wjazd=3000Y, każdy drink=500Y, trzy poziomy House/RnB/Trance. Murzyni jako ochrona, zakaz fotografowania, mnóstwo ludzi, pod koniec miejscami robiło się naprawde duszno.
To co mnie najbardziej zaskoczyło, to sposób w jaki bawią się Japończycy. Oni naprawde umieją się wyluzować. Nie ma lanserki, białych rękawiczek, dziwnych spojrzeń - za to jest mnóstwo okrzyków w rytm muzyki i przyjacielska atmosfera.
No i nie ma nic bardziej szokującego jak Japonki w jukatach, skaczące do goa-transów :D
Spotkałem dwóch,upalonych marines - jeden próbował mi opowiedzieć dowcip o polskiej dziwce, nie złapałem jednak pointy. Rozmawiałem też z dwoma ukraińskimi piosenkarzami, z ukraińskiego pawilonu expo w Aichi. Jeden z nich na pytanie "Co tu robicie chłopaki?" odparł "Produkujemy narkotyki"...
Poznałem jeszcze trochę innych ludzi, a wszystko to za sprawą Japończyka, Tairy - zakręcony koleś. Mówi troche po polsku, studiował w Warszawie. Chce pod koniec roku rozkręcić biznes - porcelana albo import japońskich sedesów.
Noc pełna głośnej muzyki, opowieści meluna i żubrówki z grejpfrutem (jabłkowego soku nie mają).
Super, naprawde jestem szczęśliwy, że tam byłem.






Amusement Park

Sobotnie popołudnie to moje pierwsze doświadczenia z kolejką górską. W samym centrum, obok sławnego Tokyo Dome zbudowano park rozrywki. Z góry widok super, niestety nie można wziąć ze sobą aparatu. Rollercoaster pędzi z prędkością 130km/h i ma szaleńcze zakręty. Starsi pasażerowie nawet sztuczne szczęki muszą zostawiać :D

Wejście do parku z nielimitowaną liczbą atrakcji = 4000Y. Pojedyńcze obiekty, np. ten rollercoaster = 800-1000Y za każdą wizytę.

Przy kolacji - fontanny w balecie.